- Shanti - szepnąłem do niej i podłożyłem łapę pod jej głowę -
Shanti?
Nie rusza się, leży z zamkniętymi oczami,
jak we śnie.
Wziąłem ją na plecy i zaniosłem do swojej
jaskini.
Tam zrobiłem jej okład na czoło. Po jakimś
czasie Shanti się ocknęła.
- Nareszcie - uśmiechnąłem się do niej
blado
- Co : nareszcie - wychrypiała - co się
stało?
- Nareszcie się obudziłaś - przyłożyłem
jej łapę do czoła. Była zimna - znalazłem cię nieopodal strumienia i
zaniosłem tutaj.
- Gdzie? – spytała słabo
- Do mojej jaskini. A teraz ty, ty mi opowiedz, co się stało?
Czemu cię tak długo nie było. Martwiłem się o ciebie – uśmiechnąłem się do niej
smutno.
<Shanti?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz