poniedziałek, 23 grudnia 2013

Od Shanti

Kilka dni po Mikołajkach rodzina Alf udała się na naradę, decydowała ona nad sojuszami z innymi Watahami i Klanami. Nie słuchałam jej zbytnio gdyż i tak nie miałam tam głosu. Decydowali tylko Desoto i Glimmer...no i może jeszcze Nicklase i Niko ale reszta z rodziny siedziała cicho. Wreszcie gdy obrady się zakończyły pospiesznie z nich wybiegłam.
-Shanti zaczekaj!
-Demanii?- zdziwiłam się widząc że uśmiechnięta Demanii do mnie podbiega - coś się stało?
-Pomyślalam że cię odprowadzę - uśmiechnęła się szerzej
-Dzięki, to miłe z twojej strony
W drodze powrotnej się nie odzywałyśmy, spojrzałam na nią ale wpatrywała się przed siebie. Nagle zatrzymała się i zaczęła warczeć, drzewa przed nami zaczęły się kołysać na wietrze.
-Demanii? Co tam jest
-Shanti..-łza spłynęła jej po policzku-Uciekaj! JUŻ!
-N..nie rozumiem-wyjąkałam
-Już! Szybko!
Nagle zza drzew wybiegło coś dziwnego, gdy było kilkanaście metrów przed nami Demanii krzyknęła z bólu i upadła. Jej ciało dziwnie drgalo. Nie rozumiem, przecież to coś jej nie dotknęło, gdy podniosłam wzrok znad ciała Demanii to było tak blisko że po sekundzie dotknęło wykrzywionym pazurem moje czoło, w jednym momencie świat zawirował i straciłam przytomność.
Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna, nie wiem co się stało. Wiedziałam tylko że obudziłam się w jakimś dziwnym miejscu, niewiadomo skąd wiedziałam jak wrócić do domu. Udał o się, po tygodniu byłam na plaży Klanu Wody...nogi się podemną ugięły...uderzyłam głową o kamień, chciałabym umrzeć...wszystko mnie bolało, czułam że umieram...czemu to tak długo trwa...ta cisza którą przerywa pulsujący ból w mym ciele.
-Shanti?
Otworzyłam szeroko oczy i lekko odgięłam głowę żeby się upewnić że to on. Tak, to był on..
-Look!
Chciałam mu się przyjrzeć więc odchyliłam pod dziwnym kątem kark, jednak ponieważ leżałam coś w nim chrupnęło i przed oczami miałam tylko ciemność.

(Look? Pisz€ z telefonu więc przepraszam za brak rozwinięcia akcji)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz