Słońce mocno świeciło i temperaura była coraz cieplejsza. Leżałam u progu jaskini patrząc na wchodzące słońce. Rozjaśniło swoimi promieniami pnie drzew, docierając w końcu do mojej jaskini, którą wręcz przeszyły na wylot. Patrzyłam na to bezsensownym spojrzeniem. Jakoś ostatnio byłam przygnębiona, sama nie wiem dlaczego.
Przeciagnęłam się w końcu z myślą iż nie można tak wylegiwać się cały dzień, praca czeka. Muszę wypełnić swoje obowiązki.
Ziewnęłam jeszcze, chuchając na nie ogrzane powietrze, po czym wyszłam ze swojej jamy drepcząc w stronę polany, na której teraz odbywały się polowania. Praca czeka, ale trudno ją wykonywać z pustym brzuchem. Trzeba coś przekąsić.
Ruszyłam swoim małym torem przeszkód w celu rozgrzania się trochę. Przeskoczyłam pień powalonego drzewa, aby później zanurkowałam pod innym wyrastającym nieco ponad ziemię. Później po prostu mijałam drzewa rosnące bliżej siebie, utrudniając sobie trochę bieg. Tak dotarłam do miejsca łowów, szczerze mówiąc trochę dalej niż zwykle, gdzie bez zatrzymania rzuciłam się na stado saren. Upatrzyłam sobie tą mniejszą, bardziej bezbronną i wyskoczyłam na nią z wysokiej trawy, wbijając swoje pazury w grzbiet i bok, a później kły w szyję, gdzie mocno zacisnęłam szczęki. Aby nie cierpiała. Nie lubię znęcać się nad swoimi zsobyczami, wolę by nie cierpiały i ginęły od razu, tak jak ona teraz.
- Ej, to była moja zdobycz! - usłyszałam nagle za sobą, kiedy zwierzę padło na ziemię.
- He? Serio? No to teraz ma jeszcze jednego właściciela. - odparłam nieco ironicznie, ale ze spokojem. Już miałam odwrócić się w stronę niezbyt znanego mi jeszcze głosu, ale ten ,,ktoś'' był tak sprytny, że zdążył na mnie wskoczyć tak że po chwili leżałam na ziemi.
Teraz mogłam przyjrzeć się posiadaczowi głosu. Był to potężny basior, będący zapewne większy ode mnie o conajmniej połowę głowy. Nie zaskoczyło mnie to, wiedziałam że nic mi nie może zrobić, tak przypuszczałam. Właściwie... Właśnie po tej myśli zdałam sobie sprawę że nie wiem z jakiego on może być klanu.
Uśmiechnęłam się do niego niewinnie, cały czas patrząc w oczy.
- Chyba że nie chcesz się dzielić. - wstrząsnęłam ramionami jakoś zbytnio nie mogąc się ruszyć, przez ciężar jaki na mnie właśnie spoczywał. Basior westchnął i pokręcił pyskiem na boki, po chwili odwzajemniając delikatny uśmiech. Zszedł ze mnie, dokładnie się przyglądając.
- Jak się nazywasz? - zapytałam ciekawskim tonem, podnosząc się i otrzepując futro. Zarzuciłam gęstą grzywą na bok i już po chwili stałam wyprostowana naprzeciw niego.
- Też mógłbym o to zapytać, podczas gdy jesteś na moich terenach. - odparł spoglądając na mnie. Na jego terenach... no... może troszkę się za daleko zapuściłam z tą rozgrzewką...
Odchrząknęłam.
- Twoje tereny? Wybacz, nie zwróciłam uwagi. W takim razie zwą mnie Yǒnggǎn. - wyjaśniłam w odpowiedzi.
( Sombre? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz