Jak przez mgłę słyszałem czyjeś głosy. Dwa wilki? Chyba basiory… ja to mam szczęście do kłopotów. Przecież tyle razy mi powtarzano, że podczas burzy należy wiać gdziekolwiek, byle nie pod drzewa i wysokie miejsca. Jestem idiotą….Moją ostrożność tym razem mnie zawiodła przez potrzebę schronienia się.
Powoli zaczynałem czuć moje ciało w tym potworny ból pleców. Nie ma bata…ze wstaniem –nie wspominając o chodzeniu- będzie problem. Obym niczego nie połamał, choć… nie takie rzeczy się przeżyło i wyszło z tego żywo. Los jeszcze pewnie będzie chciał się ze mną pobawić nie raz patrząc i śmiejąc się z mojego cierpienia czy bólu….Inni nazwą to szczęściem, ja zwę to „to nie jeszcze czas na śmierć”. Dziwne prawda?
Do moich uszu dotarł odgłos oddalających się kroków. Zostałem sam? Nie… jeden jeszcze został, bo chyba zbliżył się do miejsca, gdzie leżałem. Zmusiłem moje biedne, obolałe i ospałe mięśnie, które chyba mnie nie lubiły do współpracy. Z cichym jękiem otworzyłem oczy, do których od razu dobiło wkurzające światło. Może nie było mocne, ale i tak bolało, jakbym zanurzył je w słonej wodzie. Nic przyjemnego. Zmrużyłem je czekając, aż obraz łaskawie mi się scali z roztrojonych czy rozdwojonych sylwetek jednego wilka. Wpatrywał się we mnie uważnie, ze spokojem, ale i nutką surowości. Miałem wrażenie, że jego oczy przeszywają moją dusze na wylot, co nie było miłym doznaniem. Czułem się skrępowany, jakbym był przyparty do ściany przez niedźwiedzia, czy inne duże zwierzę, które chce mnie zjeść na przystawkę. Nawet nie zwróciłem uwagi, że się wyłączyłem wpatrzony w jego ślepia.
Z zamyślenia wyrwał mnie jego ruch. Obszedł moje moje posłanie, a ja nie miałem zbytnio jak powędrować po nim wzrokiem. Mój biedny kark.
- Kim jesteś i czemu wkroczyłeś na tereny klanu – Jego głos był przesiąknięty jadem…a przynajmniej tak mi się wydawało. Miałem ochotę się po prosu zwinąć w kulkę.
-J…ja – mój cichy głos mimowolnie się łamał, mimo iż starałem się brzmieć spokojnie. – Ja tylko się zgubiłem podczas burzy. N…nie wiedziałem gdzie biegnę – przeszedłem do szeptu. Naprawdę zacząłem się bać, że coś źle powiem i oberwę. Nie chciałem oberwać…to boli… i jeszcze te obrażenia z ….Właśnie…. Z czego? Jedyne, co pamiętam to, to, że zobaczyłem małą norę pod drzewem, podszedłem tam i koniec. Huk i ciemność. Trafił we mnie piorun? To dość mało prawdopodobne, bo bym pewnie nie żył. Pewnie mnie ogłuszyło przez silne uderzenie pioruna w pobliżu i przywaliłem w coś grzbietem. Tak…to maiłoby sens.
Wilk wrócił na miejsce, w którym mogłem go widzieć nie wykręcając zbytnio karku. Nie spuszczał ze mnie wzroku, za to ja spojrzałem gdzieś w bok na ścianę. Trudno było mi znieść te spojrzenie.
-Bardzo przepraszam za kłopot…-wydusiłem jeszcze z siebie przerywając tą niezręczną cisze.
<Rhaegar?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz