Artie był bardzo miły. Szkoda, że nie mogę mu się dokładniej przyjrzeć. Nie chcę używać mojej mocy teraz. Dlaczego tak trudno mi ją opanować? Odważyłam się mu przyjrzeć dokładniej. Tylko chwilę patrzyłam mu prosto w oczy, ale zaraz spuściłam wzrok.
- Też ze wschodu- po raz pierwszy od dawna uśmiechnęłam się do kogoś.- Jednak mam nadzieję, że nie spotkałeś miejsca, gdzie się urodziłam... Przynajmniej nie wtedy, gdy to się stało... Mieliśmy wspaniałe tereny. Łąki, na których było niezliczenie wiele różnorodnych kwiatów. Wysokie góry, na które prawie każdy bał się wejść- tu cicho się zaśmiałam. Wspomnienia tych pięknych miejsc wywoływały u mnie uśmiech.- Każdy oprócz mnie. Nie raz specjalnie tam wchodziłam jako szczeniak, żeby ktoś dał mi spokój. Zatrzymywałam się wtedy u wielu wspaniałych źródeł. Mieliśmy dostęp do ogromnego morza, gdzie z przyjaciółkami zbierałam bursztyny i wodorosty dla szamanki. Przez nasze tereny przepływały dwie rzeki. Uwielbiałam tam chodzić i skakać po kamieniach. Nasze jaskinie były ogromne. Moja wataha uwielbiała je stroić na najróżniejsze sposoby. Najczęściej powiązane z żywiołami. No i oczywiście trzy lasy. To od jednego z nich wszystko się zaczęło...- ściszałam z każdym słowem głos.
Artie był wyraźnie ciekawy. Jednak ja nie wiedziałam, czy chcę o tym opowiadać. Wszystkie wydarzenia przeleciały mi przed oczami. Spojrzałam basiorowi prosto w oczy. Nie czytam w myślach ani nic? Chyba po raz pierwszy. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
- Artie mam pytanie...- spojrzał na mnie pytająco, więc kontynuowałam.- jakim cudem nic ci się nie stało, gdy na ciebie wpadłam? Przecież każdy wilk, którego dotknę ma później bardzo mocne oparzenia, a ty nic...
(Artie?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz