Pogoda dzisiaj była naprawdę paskudna. Nie pamiętam kiedy ostatnio oberwanie chmury na tych terenach było tak ogromne. Normalnie, powstrzymałbym tak natarczywą ulewę, jednak ta była zbyt wielka i zużyłaby zbyt wiele mojej mocy, która równie dobrze może mi się dzisiaj przydać w czymś innym. Wszystko legło jednak w gruzach, kiedy niebo przeszyła pierwsza błyskawica, niecałą sekundę później usłyszałem ogromny grzmot. Super, jesteśmy w samym centrum zamieszania.
- Rhaegarze... - do jaskini wszedł Bastion, wysoki, skrzydlaty basior o fioletowych oczach - Zdawało mi się, że kogoś widziałem, jednak zniknął mi z oczu, proszę o wybaczenie.
- Kogoś? - spojrzałem na basiora zaciekawionym spojrzeniem - To nie był nikt z tego Klanu?
- Ani z tego, ani z jakiegokolwiek innego, nie wyglądał na tutejszego.
Wilk który nie był stąd... odłożyłem stary zwój na półkę i wziąłem klucze w pysk. Wyminąłem Strażnika bez słowa i pobiegłem przed siebie. W taką pogodę, wilk nie prędko opuści Klan, więc nie powinienem mieć zbytniego problemu, ze znalezieniem tego wilka. Właściwie to głupio postąpiłem, bo nawet nie zapytałem się Bastionu gdzie go widział... no trudno, jakoś to będzie, tylko jeden wilk panicznie ucieka przed burzą.
Byłem już przemarznięty i zmachany, kiedy natrafiłem na pierwsze ślady obecności wilka. Basior... najpewniej trzy... nie, dwuletni. Odcisk jednak świadczył o tym, że wilk był niespotykanie lekki, jak szczeniaczek. Zaciekawiony jeszcze bardziej, przyspieszyłem przeskakując przez powalony pień drzewa, cały czas wpadając w ogromne kałuże. Czułem, że jestem już blisko... dokładnie w tym momencie piorun trzasnął w drzewo parę metrów dalej, na chwilę pozbawiając mnie słuchu. Kiedy w głowie przestało mi już szumieć, podniosłem się z zabłoconego podłoża, jednak zbyt szybko bo zakręciło mi się we łbie. Spojrzałem ukradkiem na połamane drzewo i w tym samym momencie dostrzegłem owego wilka przywalonego przez ogromną gałąź. Chyba już nie żył, albo był w krytycznym stanie. Szybko podszedłem do niego, zatrzymując się jednak dwa metry przed ciałem, przyglądając się mu... żył.
- Bramo Smoka, otwórz się! Ryu! - klucz błysnął i po chwili ukazał się przede mną ogromny, różowawy smok.
Smok który już zdążył się zrobić mokry, otrzepał się a z jego ciała zleciało mnóstwo płatków wiśni.
- Tak Panie? - zakręcił swoją kulą w łapach.
- Trochę nietypowa prośba, jednak tylko ty możesz mi w tym pomóc... przeniósłbyś tego wilka do lecznicy, tylko błagam... nie połam go.
- Twoja wypowiedź mnie rani... - smok zmrużył oczy jednak wykonał polecenie.
Delikatnie odgarnął ogonem gałąź i podniósł wilka tak, że jego ułożenie zbytnio się nie zmieniło. Po chwili duch zniknął z basiorem, aha... ale mnie to już nie łaska była zabrać? No nic, ruszyłem w drogę powrotną, prosto do lecznicy. Invocto ostatnio miał wystarczająco dużo do roboty, a teraz jeszcze przysłaliśmy mu nieznanego wilka, no biedny... Ignorując jego przemęczone spojrzenie, podszedłem do niego.
- I jak? Wyliże się z tego? - zapytałem
- Pewnie tak... nie wygląda, ale jest naprawdę silny - basior przyznał z lekkim uznaniem.
Przytaknąłem, spoglądając na nieprzytomnego basiora o ciemnym futrze i całkiem sporych skrzydłach jak na jego malutki wzrost.
(Caleb? żyj lel)
- Rhaegarze... - do jaskini wszedł Bastion, wysoki, skrzydlaty basior o fioletowych oczach - Zdawało mi się, że kogoś widziałem, jednak zniknął mi z oczu, proszę o wybaczenie.
- Kogoś? - spojrzałem na basiora zaciekawionym spojrzeniem - To nie był nikt z tego Klanu?
- Ani z tego, ani z jakiegokolwiek innego, nie wyglądał na tutejszego.
Wilk który nie był stąd... odłożyłem stary zwój na półkę i wziąłem klucze w pysk. Wyminąłem Strażnika bez słowa i pobiegłem przed siebie. W taką pogodę, wilk nie prędko opuści Klan, więc nie powinienem mieć zbytniego problemu, ze znalezieniem tego wilka. Właściwie to głupio postąpiłem, bo nawet nie zapytałem się Bastionu gdzie go widział... no trudno, jakoś to będzie, tylko jeden wilk panicznie ucieka przed burzą.
Byłem już przemarznięty i zmachany, kiedy natrafiłem na pierwsze ślady obecności wilka. Basior... najpewniej trzy... nie, dwuletni. Odcisk jednak świadczył o tym, że wilk był niespotykanie lekki, jak szczeniaczek. Zaciekawiony jeszcze bardziej, przyspieszyłem przeskakując przez powalony pień drzewa, cały czas wpadając w ogromne kałuże. Czułem, że jestem już blisko... dokładnie w tym momencie piorun trzasnął w drzewo parę metrów dalej, na chwilę pozbawiając mnie słuchu. Kiedy w głowie przestało mi już szumieć, podniosłem się z zabłoconego podłoża, jednak zbyt szybko bo zakręciło mi się we łbie. Spojrzałem ukradkiem na połamane drzewo i w tym samym momencie dostrzegłem owego wilka przywalonego przez ogromną gałąź. Chyba już nie żył, albo był w krytycznym stanie. Szybko podszedłem do niego, zatrzymując się jednak dwa metry przed ciałem, przyglądając się mu... żył.
- Bramo Smoka, otwórz się! Ryu! - klucz błysnął i po chwili ukazał się przede mną ogromny, różowawy smok.
Smok który już zdążył się zrobić mokry, otrzepał się a z jego ciała zleciało mnóstwo płatków wiśni.
- Tak Panie? - zakręcił swoją kulą w łapach.
- Trochę nietypowa prośba, jednak tylko ty możesz mi w tym pomóc... przeniósłbyś tego wilka do lecznicy, tylko błagam... nie połam go.
- Twoja wypowiedź mnie rani... - smok zmrużył oczy jednak wykonał polecenie.
Delikatnie odgarnął ogonem gałąź i podniósł wilka tak, że jego ułożenie zbytnio się nie zmieniło. Po chwili duch zniknął z basiorem, aha... ale mnie to już nie łaska była zabrać? No nic, ruszyłem w drogę powrotną, prosto do lecznicy. Invocto ostatnio miał wystarczająco dużo do roboty, a teraz jeszcze przysłaliśmy mu nieznanego wilka, no biedny... Ignorując jego przemęczone spojrzenie, podszedłem do niego.
- I jak? Wyliże się z tego? - zapytałem
- Pewnie tak... nie wygląda, ale jest naprawdę silny - basior przyznał z lekkim uznaniem.
Przytaknąłem, spoglądając na nieprzytomnego basiora o ciemnym futrze i całkiem sporych skrzydłach jak na jego malutki wzrost.
(Caleb? żyj lel)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz