Kiedy mój wzrok napotkał niebieskie spojrzenie ciemnego wilka ukrytego w zaroślach, musiałam kilka razy zamrugać, by uwierzyć własnemu zmysłowi wzroku. Wilczyca siedząca obok mnie wyraźnie zauważyła moje wzmożone zainteresowanie krzakami.
- Bee, co jest? - Filia spojrzała na mnie ciekawie, a ja szybko powróciłam swoim zaskoczonym wzrokiem na jej pysk. Biała wadera odwróciła się w stronę mojego wcześniejszego spojrzenia.
- Nic, miałam tylko wrażenie... - urwałam, kiedy ponownie obróciła się w moją stronę. Po niecałej sekundzie wertowania jej myśli doszłam do tego, że nic specjalnego tam nie zobaczyła. - Już nic.
Wilczyca uśmiechnęła się powierzchownie i wróciła do wcześniej rozpoczętej myśli o metodzie wychowywania szczeniąt na skrupulatnych wojowników, a mi nie pozostało nic innego, jak jej słuchać. Nie było to jednak to samo słuchanie, które było przed momentem, gdy ciemny wilk pojawił się pomiędzy zaroślami. Byłam naprawdę ciekawa, co robił na terenach wody. Nie znałam nawet jego imienia, a jego obecność w tym momencie mocno mnie intrygowała. Chciałam, wręcz pragnęłam spojrzeć w miejsce, gdzie stał. Mimo, że tego nie zrobiłam, wciąż miałam wrażenie, że tam tkwił i bacznie obserwował wszystko, co działo się w dolinie. I właśnie to mnie zaniepokoiło. Zdecydowałam, że nie będę zwlekać z podjęciem działania. Musiałam to jak najszybciej wyjaśnić.
- Filia, muszę lecieć. - Przerwałam jej w pół zdania - Przypomniało mi się, że miałam po południu wpaść do Animy.
Nie było w tym zdaniu ani grama prawdy. Jednak nie znaczyło to wcale, że wymyśliłam pierwszą lepszą bajkę - faktycznie bywałam czasem u starej wilczycy, wyręczając ją najzwyklejszych sprawach - przynoszeniu jedzenia, ziół, sprzątaniu, czy czytaniu grubych ksiąg na głos. Teraz zdecydowałam się odebrać z tego trochę korzyści. Na dodatek w słusznej sprawie, więc miałam tylko nadzieję, że Bogowie nie będą mieli mi tego kłamstwa za złe.
- Jasne, pozdrów ją ode mnie.
No proszę, poszło szybciej, niż sądziłam. Uśmiechnęłam się do niej na pożegnanie i ruszyłam w górę doliny, prosto w stronę zarośli, gdzie przed chwilą stał czarny samiec. Właśnie, przed chwilą, bo chyba zdecydował się zmyć.
Szybko przecisnęłam się przez krzaki i wyszłam prosto na leśną ścieżkę wydeptaną wśród wysokich iglaków. Rozglądnęłam się badawczym wzrokiem, dostrzegając gdzieś na końcu szlaku ciemną sylwetkę. Czym prędzej ruszyłam przed siebie pośpiesznym krokiem, by ani na chwilę nie stracić czarnego wilka z oczu.
Trwało to dobre dwa kwadranse, nim czarny wilk czmychnął w polanę i znikł mi całkowicie z oczu. Zdawałam sobie sprawę, że mógł mi już całkiem uciec wgłąb lasu, mimo tego dalej szłam przed siebie. Kiedy przekroczyłam granicę wysokich drzew, a moje łapy dotknęły miękkiej trawy zamiast ściółki usłanej zielonymi igłami, spotkała mnie miła niespodzianka. Czarny wilk spokojnie sączył wodę z małego źródełka, a gdy tylko wkroczyłam na polanę, obrócił czujnie głowę w moją stronę.
Nastąpiła chwila zupełnej ciszy, podczas której znać dawała o sobie tylko szumiąca woda, lekko powiewający wiatr i świergocące ptaki, usadowione gdzieś na czubkach iglastych drzew.
Wilk wcale nie wydawał się być spłoszony moją obecnością. Z każdą sekundą, podczas której mierzyliśmy się ostrożnymi spojrzeniami, przekonywałam się do myśli, że dobrze wiedział o tym, że za nim idę. Próbowałam wejść chociaż do powierzchownej warstwy jego umysłu i odczytać cokolwiek, jednak czułam, że samiec skutecznie odpiera moją przedzierającą wolę.
- Teraz przyszła twoja kolej na szpiegowanie, tak? - spytałam z nutką niezadowolenia, świdrując go spojrzeniem, z którego nic sobie nie robił.
<Artie? Nie bij ok>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz