O dłuższego czasu nie mogę zapomnieć o tej akcji z kanibalami. Cały czas wydaje mi się, że to była Kilan. Przez całe swoje życie nie widziałem drugiej takiej wadery, ale mimo wszystko coś mi w niej nie pasuje. Walczyła tak jakby znała każdy następny ruch przeciwnika i odrzucała zasady grawitacji. Tak dobra nie była nawet przed naszą rozłąką. W dodatku ostatnio kiedy ją spotkałem miała ostrą amnezję i panikowała na odgłos wiewiórki w krzakach. Czy to naprawdę ona? Była uderzająco podobna i miała identyczny, delikatny głos. Sam już nie wiem co o tym myśleć. Czy to była nasza Kilan? Ech.. nie wiem już co o tym myśleć. Mając nadzieje, że zauważę coś ciekawego poza klanami udałem się na tereny kanibali. Powoli zapadał zmierzch, czyli czas kiedy połowa z tych dziwacznych wilków idzie spać, a reszta wyrusza na polowania. Taki zabawny cykl. Jedni idą spać, a inni na nich polować. Krótko mówiąc - jeśli przeżyjesz noc w dzień najesz się do syta. Jednak dzisiaj było niezmiernie spokojnie. Nie dostrzegłem żadnych strużek dymu ani grupki polujących wilków. Czasem tylko słyszałem pohukiwanie sowy lub kumkanie żab w stawach. Noce były już ciepłe, ale często burzliwe i wilgotne. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że na terenach Klanu Ognia deszcz to ewenement na kilka pokoleń, a chłodną wodę znajdziesz tylko w małych, na wpół wyschniętych źródełkach w najgłębszych ruinach czy grotach. Pomimo iż jestem wilkiem ognia to lubię od czasu do czasu wyruszyć poza klany i poznać nieznane. Te tereny są bardzo niestabilne. Co po chwilę są tu wojny, a w dalszych partiach (ale to naprawdę dalekich) można spotkać pojedyncze ludzkie domki. Na szczęście przeważnie są one opuszczone lub zamieszkane przez starych pustelników, o których śmierć zapomniała. Mijałem kolejne wzgórza i doliny, by w końcu dotrzeć do jednego z bardziej niezwykłych miejsc w tych okolicach. Niewielkiego jeziora, które wbrew pozorom jest bardzo głębokie. Woda w nim jest klarowna jak szkło przez co niejeden śmiałek stracił tu życie. Piasek porastają krzewy i drzewa, więc jeśli ktoś się zagapi może wpaść do jeziora myśląc, że cały czas znajduje się w gęstym lesie. Zaraz przy nim znajduje się niewielka góra, z której spływa kilka mniejszych jak i większych wodospadów. Ale jedna rzecz jest tutaj nietypowa. Na samym dnie osiedliły się świecące w ciemnościach glony. Sprawia to, że w dzień może i jest to zwyczajna sadzawka, lecz po zmierzchu oświetla ona delikatnie niebiesko-turkusową poświatą okoliczne drzewa. Byłem przekonany, iż jestem kompletnie sam, więc wylądowałem na samym brzegu, gdy wtem ujrzałem coś po drugiej stronie jeziorka. Tyłem do mnie pływał jakiś basior. Mimo iż ciężko było mi go rozpoznać czułem, że na pewno nie należy do tych pokręconych wilków. Szybkim susem ukryłem się w zaroślach, po czym zbliżyłem się do niego. Hm… ta ciemna sierść, dwukolorowe oczy. Skąd ja go znam… A no tak to Sombre, tylko co on tu robi o tej porze? Może porąbało go w tym samym stopniu co mnie. No nie ukrywam byłoby ciekawie. Nie mam tylko pewności czy on nadal mnie pamięta.
- No no no… Kogo my tu mamy, Sombre? A może lepiej Alfo Klanu Everything? Co ty tutaj porabiasz o tej porze? - zapytałem ironicznym tonem z rozbawionym uśmiechem siadając na brzegu i maczając łapę w letniej wodzie
(Sombre?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz