środa, 1 czerwca 2016

Od Rhaegar`a c.d Daenerys

Gwiezdny duch? A czym to cudo niby miało być? Spojrzałem na zielonkawego wilka, który wzrostem przewyższał nas dwukrotnie, w dodatku jego długi ogon którym co chwilę machał. Wilk, a raczej wilczyca unosił się w powietrzu co chwilę marszcząc swoje morskie brwi w niezadowoleniu. Przyzwać? Przecież ja nic takiego nie zrobiłem, to te klucze same z siebie zaczęły się dziwnie zachowywać. Ponieważ nic nie odpowiadałem, wilk podpłynął do mnie machając łapami.
 - Teraz musimy dopełnić kontrakt...
 - Kontrakt? - spojrzałem błagalnym wzrokiem na Daenerys
 - Masz pęk kluczy gwiezdnych duchów i nie wiesz nawet czym są? - wadera pokręciła zrezygnowana łbem - Gwiezdne duchy to istoty z innego wymiaru, które przywoływane są przez te klucze, jednak nie każdy może tego dokonać. Zawierając kontrakt, nadajesz swojemu duchowi imię i w razie potrzeby przyzywasz go tutaj do tego świata...
Czyli, że mogłem je wykorzystywać do walki? W sumie pasowało mi to, jednak nie byłem co do nich w stu procentach przekonany. Wyglądały dziwnie... właśnie, posiadam jeszcze trzy, ciekawe jak one się prezentują.
  - Jestem Wodnikiem Panie, władam wodą - duch zbliżył się jeszcze bardziej - To chyba żywioł zgodny z Twoim, nieprawdaż? - uśmiechnęła się. - Wyciągnij klucz i mów.
Odruchowo wyciągnąłem klucz i zacząłem mówić, ducha nazwałem Aquarius. Po skończonym ''podpisywaniem'' kontraktu duch wrócił do siebie czekając aż ponownie go przyzwę. To wszystko było dziwne, jednak z ciekawości wyjąłem kolejny klucz. Tym razem również była to wadera, jednak nieco niższa od nas i w dodatku wyglądała całkiem przeciętnie. Brązowe futerko i zadziorny uśmieszek.
 - Witaj Panie, jestem Panną - wilczyca lekko się skłoniła
Nie wiem dlaczego dopiero teraz mi się to rzuciło w oczy, ale duch miał prawe oko niebieskie, natomiast lewe brązowe. Dobra, ale dosyć zamyślania się. Wadera świetnie radziła sobie z żywiołem ziemi, a przynajmniej tak powiedziała. Nazwałem ją Virgo. Kolejnym duchem był smok, długi, włochaty i przede wszystkim różowy. Jego długie poroże zdobiły kwiaty, tak samo ogon. W swoich łapach trzymał ogromną, różową kulę którą walczył. Był to całkiem interesujący duch, którego nazwałem Ryu. Ostatnim duchem, był mały stworek, który raczej nie nadawał się do walki, co najwyżej do towarzystwa. Nazwałem go Totoro. Po skończonej czynności podpisywania kontraktów, czyli po zniknięciu ostatniego ducha, nagle zrobiło mi się słabo. Zachwiałem się upadając na ziemię, z nieba nagle zaczęły spadać pokaźne strumienie deszczu.

(Daenerys? Już mi się nie chciało opisywać xd Idę dopisywać duchy do mocy Rodżera)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz