Wstałem i szybko pobiegłem na pole walki. Nie cierpię rozlewu krwii, ale jak wojna to wojna. Razem z Shanti walczyliśmy do ostaniej kropli potu. Wbiegliśmy do schronu klanu powietrza, tam podobno była Arianna. Moim oczom ukazał się przerażający widok.
Mirai leżała konająca, z kryształem lodowym w piersu obok łkającego Okanto.
Przeleciałem wszystkie kamienne twarze wzrokiem i zatrzymałem się na Nick'u. Patrzył bez wyrazu na scenę śmierci Mirai. Czy ja dobrze widzę?!
Wilk umiera, a wszyscy się gapią?!
W tej chwili nie wiem, kogo nie nawidziłem bardziej - losu, czy Nicklase'a.
Kipiało we mnie wszystko, chciałem rzucić się i pomóc Mirai.
Moje mięśnie zaczęły nerwowo drgać.
- Spokojnie - szepnęła troskliwie Shanti i objęła mnie.
Bezdradność i patrzenie na czyjąś śmierć to najgorsze rzeczy. Zacząłem płakać, jak małe dziecko.
Nicklase zaczął wykład o tym, że śmierć Mirai jest winą Okanto.
- Wyjdźmy stąd - powiedziałem gniewnie - nie mogę słuchać tego kretyna.
Pociągnąłem za sobą Shanti, wprost do wyjścia.
Odeszliśmy kilkaset metrów od miejsca zdarzenia.
- JAK ON MÓGŁ?! - krzyczałem - JAK MÓGŁ PATRZYĆ NA ŚMIERĆ MIRAI I JESZCZE MÓWIĆ TAKIE RZECZY DO OKANTO?! WYTŁUMACZ MI TO!!! - byłem w szale
<Shanti?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz