Gdy tylko wadera zniknęła pod wodą zacząłem jej bacznie wypatrywać. Jednak nie wypływała, przerażony zanurkowałem w toń wody. Tysiące bąbelków uniosło się koło mnie, zanurkowałem ciągnąc za sobą kilka z nich. Nie mogłem jej nigdzie znaleźć. Gdzie ona mogła być? Nagle ją dojrzałem, była już bardzo głęboko. Próbowała płynąć ale jakby nie mogła. Podpłynąłem do niej, złapałem ją w pasie i zacząłem wpyływać w górę. Gdy wypłynęliśmy na powierzchnię wadera zaczęrpnęła gwałtownie powietrze. Położyłem ją przy wejściu do pałacyku. Sprubowała wstać ale się wywróciła. Pomogłem jej wstać i zaprowadziłem ją do środka.
-Dzięki - wydukała
-Nie ma za co..uważaj lepiej - powiedziałem - i nie rób tak na razie ok?
-Dobra..-westchnęła
-Nie umiesz wypłynąć?
-Nie .. to nie tak..po prostu zużyłam za dużo energii
Kiwnąłem głową na znak że zrozumiałem, okryłem wadere kocami, zaparzyłem herbaty. Wypiła ją, potem pomogłem jej się ogrzać. Gdy już to zrobiłem wadera się domnie uśmiechnęła i wstała o własnych siłach. Już miałem coś powiedzieć gdy wadera zaczęła okropnie kaszleć.
-Clary, zabrać cię do szpitala?
-Nie, nie trzeba
-Nalegam, mogę cię wziąść na ręce i cię tam zanieśc.
(Clary??)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz