Spojrzałam na Nicklasea, a potem na obcego basiora.
- Jak cię zwą? - zapytałam badając go wzrokiem.
- Me imię jest mało znane, zdradzam je tylko niektórym. - odparł głupio się śmiejąc.
Przyłożyłam mu do gardła sztylet ociekający krwią.
- Jak?! - krzyknęłam.
- Fuko. odepchnął nóż. - Uspokój się, nie jesteś taka groźna jak ci się wydaje...
- Gdy mnie zdenerwujesz, będzie inaczej. - syknęłam. - Po co ci ta księga?
- Nie wiesz zapewne jak te zapiski są ważne... - podszedł do mnie bliżej.
- Otrzymałam księgę od pewnego maga, mam świadomość co się tam znajduje.
Ty pewnie jesteś jednym z tych ''Wędrowców Czerwonego Trójzębu''. -
marszczyłam czoło. - Nie oddam ci tych notatek.
Nicklase złapał mnie za łokieć i odciągnął na bok.
- A jeśli on ma dobre zamiary? - zapytał szeptem.
- Oni nigdy nie mają dobrych zamiarów... Oszukańcy losu. Nigdy im nikt nie ufał. - spojrzałam na niego.
- A ten koń to jeszcze żyje? - zapytał Fuko źgając klacz po brzuchu.
- Tak żyje, a gdyby się obudziła to byś już ty raczej nie żył. - odparłam przewracając oczami.
- A jeśli on jest ''odmieńcem''? - Nicklase podniósł jedną brew.
- Ty na prawdę w to wierzysz? Możemy się o tym przekonać...
< Nicklase? Brak weny po konkursie na stadzie... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz