sobota, 26 października 2013

Od Narcissusa do Taravi

Popatrzyłem na nią z cieniem rozbawienia, stojąc nad nią podejrzliwie się patrząc.
- Co tak stoisz?! pomóż mi wstać - warknęła cała w błocie.
- Po co mam ci pomagać? - zrobiłem chłodny wzrok - to ty się o mnie przewróciłaś, nie ja o ciebie - złowieszczo się zaśmiałem.
- Widzę że mamy tutaj po ważniaka! - Ponownie warknęła, próbując wstać na cztery łapy.
- Ja po ważniak? czy raczej chciałaś powiedzieć... Bóg Śmierci? - zadrwiłem z niej.
- Zamknij się! - krzyknęła - pomóż mi wreszcie wstać! - na jej twarzy panował gniew.
Ponownie złowieszczo się zaśmiałem, wydalając z swojego ciała czarną smugę podnosząc waderę na czystą ziemię. - Zadowolona? - spytałem zadowolony.
- Tsa! - wymruczała.
- No już przestań się fochać, oczep się z błota, i idź tam gdzie chcesz - powiedziałem bezbarwnie.
Wadera wydawała się być miła, ale pod skórą trzymała niezły charakterek. W sumie była jedną z najładniejszych wader, dotąd mi poznanych. Wilczyca miała błękitne oczy niczym morska bryza, futro koloru blond z licznymi wzorkami na ciele. Z różnymi piórkami. Wadera się oczesała z błota i stanęła prze de mną.
- Jak masz na imię? - jej oczy zabłyszczały w blasku księżyca.
- Mam na imię Narcissus, a ty? - odwróciłem od niej wzrok.
- Mam na imię Taravia - łagodnie się uśmiechnęła - co ty tutaj robisz o tej porze? - zapytała mnie z zaciekawieniem na twarzy.
- Jestem Bogiem Śmierci, jak mówiłem. Może inaczej twierdzisz, ale ja twierdzę swoje - popatrzyłem na nią chłodnym wzrokiem - Nie śpię od jakiegoś czasu. Tylko wędruję po okolicach lasu. A ty co tutaj robisz? - ponownie popatrzyłem na nią.

<Taravia?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz