czwartek, 31 października 2013
Od Narcissusa do Taravi
Moja rana się zregenerowała, wilczyca nie wiedziała z kim zadziera. Jak wspominałem nie mam litości nawet do kobiet. Obdarzyłem ją swoim wrogim spojrzeniem, zaczerwieniły mi się oczy. Koło mojego ciała pojawiła się czarna smuga, przykrywając moje ciało zostawiając za sobą blask czerwonych oczu.
- Mała, kobiety nie powinny być takie wredne - popatrzyłem na jej przerażony wyraz twarzy - Nie masz pojęcia, co na prawdę robisz.
- P-przepraszam - wyjąkała - Nie chciałam, ale ale ja już taka jestem - skuliła ogon. Przestałem pokazywać swoją złą stronę, aby jej nie przestraszyć. Wróciłem do swojej normalnej postaci.
- Widzę że się nie źle przestraszyłaś. Słuchaj nie obchodzi mnie twoje życie, jasne? chcę cię tylko lepiej poznać - popatrzyłem na nią pustym wzrokiem.
- Myślałam że chcesz wszystko, o mnie wiedzieć - zrobiła zaskoczoną minę, spoglądając na mnie.
- Nie jestem jak inni, nie obchodzi mnie dawne życie wilków. Zapamiętaj to sobie, kobieto - Usiadłem na kamieniu, patrząc w gwiazdy.
- Jesteś przerażający - Wadera się bała do mnie podejść.
- No usiądź koło mnie, nie zjem cię przecież - popatrzyłem na nią, specjalnie obracając głowę. Wadera nie śmiałym krokiem w końcu podeszła mnie. Usiadła tuż obok mnie, popatrzyłem w jej oczy. Zabłysnęły światłem księżyca. Mimo wadera sprawiała wrażenie chamskiej, wredniej i oschłej wilczycy, czułem że w środku jej serca znajduje się miła, ciepła, delikatna Taravi.
- Czym się zajmujesz, Taravi? - zapytałem ją z zaciekawieniem w głosie.
<Taravi?>
Autor:
Anonimowy
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz