Wyruszyłam na polowanie. Koniecznie musiałam cokolwiek zjeść bo padałam z głodu. Wybiegłam z lasu na polanę. Pasło się tam małe stadko. Szukałam najlepszej ofiary. Moją uwagę przykuł biały rogacz. Jednak nie tylko ja bacznie się przyglądałam. Jeleń również patrzył na mnie, jednak miał w sobie coś co sprawiało we mnie onieśmielenie. Tak jakbym to ja była jego ofiarą. Ruszyłam do przodu równocześnie ze zwierzęciem. Reszta stada rozbiegła się na wszystkie strony. Jeleń po chwili gonitwy na otwartej przestrzeni wbiegł do lasu. Gęstego lasu. Wygrałam. Czy rogacz który nie dość że jest wysoki to ma jeszcze poroża którymi na pewno zahaczy o gałąź ma jakieś szanse z wilkiem który jest przystosowany idealnie do takich warunków ? Oczywiście że nie !
Miałam rację. Jeleń potykał się co chwilę. W końcu jednak stała się rzecz dla niego zgubna. Zaczepił rogami o gałąź. Przyspieszyłam i przygotowałam się do skoku. Wybiłam się nogami, rozłożyłam skrzydła i wysunęłam pazury.
Nagle dookoła zwierzęcia roztoczyła się biała aura od której odbiłam się jak piłka. Ta krótka chwila wystarczyła rogaczowi by uciec.
- Co to było ? - warknęłam ciężko dysząc. Jeżeli mam go jeszcze znaleźć to muszę koniecznie zrobić to z lotu ptaka. Rozprostowałam skrzydła. Bolały niemiłosiernie ponieważ zamortyzowały upadek. Wzbiłam się z trudem. Przeleciałam z kilometr wypatrując uważnie. Jednak rogacza nigdzie nie było. Zrezygnowana wróciłam na polanę by wytropić inne zwierzęta ze stada Białego Jelenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz