Dzień minął nawet fajnie. ,,Mamy" upolowały nam jelenia i wszyscy go zjedliśmy. Potem odprowadziliśmy kolegów i ich rodzinkę do jaskini. Pożegnaliśmy się z nimi i poszliśmy do swojej jaskini. Położyliśmy się na łożu. Obok mnie położyła się Rosmin. Ja leżałam na plecach i patrzyłam rozmarzona w sufit jaskini.
-O czym tak rozmyślasz?-spytała Ros.
-O...o kiwi-powiedziałam uśmiechając się i zamykając oczy. Ros zaśmiała się i też zasnęła.
<Następnego dnia>
Wstałam rano i rozprostowałam skrzydła. Spojrzałam na blask słońca wystający z wejścia do jaskini. Zeszłam z leża i wybiegłam przed jaskinię. Potem poleciałam na wzgórze. Usiadłam przy krawędzi i zawyłam.
Gdy przestałam nagle usłyszałam inne wycie. Gdy się obejrzałam zobaczyłam Lumière.
(Lumière?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz