Szłam sobie spokojnie lasem, śpiewając pod nosem melodyjkę. Było ciepło ale wiał przyjemny wiaterek. Nagle poczułam że coś się pali pod moimi łapami. Wystraszona wskoczyłam na jakiś kamień a na zieli zobaczyłam wypalone ślady łap. Prowadziły w stronę ujścia rzeki. Postanowiłam pójść w tamtą stronę.
Podczas drogi trawa zaczęła być spalona lub czerwona a drzewa wyglądały jak jesieniom. Ślady były coraz cieplejsze a niektóre jeszcze płonęły małym ogniem. Nagle zauważyłam czarnego wilka siedzącego na skale. Nie znałam go lecz coś nakazało mi się z nim przywitać.
-Nie bój się mnie. Powiedział wilk
Zaskoczona odparłam
-Nie boję się ciebie.
-To czemu stoisz tak daleko? Spytał się
-Bo cię nie znam i nigdy cię nie widziałam tak jak tego miejsca.
-Bo ja jestem z klanu ognia tak samo jak ten teren. A ja jestem Zefir
-Ja jestem Reneesmee z klanu wody.
<Zefir?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz