Gnałam ile sił w płucach. Za mną ciągle szelesty krzaków.
- Łapcie ją! - ledwo słyszałam krzyki ludzi , tak mocno biło mi serce.
Nagle poczułam mocny uścisk na mojej szyi. Zaczęłam się dusić, gdy ktoś mnie podniósł za fałd skórny na karku.
- Ty... - wycedził człowiek przez zęby. Ja nic nie myśląc ugryzłam go prosto w twarz i zaczęłam uciekać, bo ten mnie puścił.
Gnałam, długo... czas nie miał znaczenia. Byłam wyczerpana.
Ludzie wpychali we mnie jakieś kremy, leki... Uhhh. Byłam królikiem doświadczalnym. Ta parszywa ludzka rasa na zawsze pozostanie mi w pamięci. Kiedyś się im odpłacę i na pewno zajdę za skórę.
Coś mnie uwierało w szyję.
Obroża, która mi pozostała. Chciałam ją ściągnąć. ale tylko podrapałam sobie szyję. Wyczerpana dopełzałam do jakiegoś jeziorka. Dziwnie się poczułam. Zaczęło mi się kręcić w głowie, było mi niedobrze i czułam się jakbym latała. Wokół mnie latały jakieś światełka, przeraźliwe dźwięki. Położyłam się i zamknęłam oczy.
~~Jakiś czas(nie wiem jaki)potem~~
Otworzyłam paczadła, a nade mną stał jakiś basior. Ledwo przeszyłam jego umysł. Nazywał się Trevlight.
- Kim jesteś? – powiedziałam szeptem – muszę uciekać! – zaczęłam machać łapami jakbym biegła. Coś było ze mną nie tak. Byłam na tak zwanym „haju” – daj mi uciekać! – szeptałam rozpaczliwie dalej machając łapami – ty też uciekaj, bo nas złapią, dalej!
<Trev?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz