Byłem w Klanie Ziemi dopiero od trzech dni, a nadal nie czułem się tutaj pewnie. Na tyle, że codziennie posuwałem się do małych ucieczek na inne tereny Klanów, dzisiaj jakoś padło na Klan Powietrza. Był co prawda daleko i było to mało bezpieczne zagranie, ale i tak nie miałem nic do roboty, więc co się przejmować. Usiadłem na jakimś wysokim, łysym wzgórzu wpatrując się w gwiazdy. Gwiazdy dawały jakiś poblask, jednak nadal było tutaj ciemno. Wyszeptałem kilka słówek pod nosem, dzięki czemu moje rogi rozbłysły jasnym światełkiem. Od razu lepiej, przynajmniej nie czuję się jak ślepy.
Przymknąłem oczy, odprężając się, co prawda było tutaj twardo i niewygodnie, ale droga tutaj była bardzo daleka. Czułem lekki ból w łapach, dlatego wyciągnąłem je tak, że poduszki łap lekko się rozchyliły. Mruknąłem cicho z zadowolenia a mój krótki ogon drgnął. Kiedy już prawie przysnąłem, z oddali dotarło do mnie wycie, było ciche, ale wyraźne. Od razu mogłem stwierdzić, że był to basior mniej więcej w moim wieku. I że był stąd. Pokierowany instynktem usiadłem, odchyliłem łeb do tyłu i również zawyłem. Trwało to tylko chwilkę, nie otrzymałem natomiast odpowiedzi od tajemniczego wilka. Zaciekawiony sam zbiegłem ze wzgórza, kierując się w stronę skąd dochodziło wcześniej wycie.
Nie musiałem się wcale wysilać, żeby dotrzeć do wilka. Był o dziwo całkiem blisko, bliżej, niż mogłem sądzić. Spoglądał na mnie swoimi szarymi, przygaszonymi oczyma. Podobnie jak ja, posiadał rogi, jednak proste, ostre i czarne jak noc. Poznając we mnie obcego, cicho warknął schodząc w dół.
- Nie jesteś chyba stąd, co jelonku? - burknął spoglądając na mnie krytycznie.
Machnąłem swoim porożastym łbem w geście pogardy, ale basior przepięknie to zignorował. Wyprostowałem się i wypchałem lekko pierś do przodu, żeby wyglądać bardziej zdecydowanie. Mowa ciała była dla mnie o wiele ważniejsza, niż to, co nam ślina przyniesie na język.
- Nie, nie jestem z tego Klanu. Właściwie to przedwczoraj dowiedziałem się, że taki Klan jak ten tutaj... w ogóle istnieje.
- Wiesz, że wchodząc tutaj, łamiesz pewne zasady dotyczące granic? - warknął, sądząc po jego postawie, gdybym tylko zaczął szaleć, zaatakowałby mnie bez żadnego uprzedzenia. Ponieważ nie miałem ochoty siać tutaj zniszczenia, postanowiłem być spokojny, zresztą jak zwykle.
- Faktycznie możliwe jest to, że złamałem kilka drobnych zasad... Ale kto by się tym przejmował - wzruszyłem ramionami na chwilę przenosząc wzrok na niebo, ta cisza była bardzo ujmująca... - Jeśli moja obecność Ci przeszkadza, mogę odejść. - spojrzałem na basiora kątem oka.
Wilk westchnął i pokręcił łbem, chyba nie spodziewał się takiego obrotu akcji. Żeby intruz jeszcze oznajmiał, że jak coś może sobie odejść.
- Ech nic jeszcze nie nabroiłeś, więc przez chwilę chyba możesz zostać... ale tylko chwilę. - dodał już nieco pewniej i rozkazująco.
- I tak przed porankiem zamierzam być u siebie, więc będę się za chwilę zbierał... Jestem Cane z Klanu Ziemi, a ty? Wietrzny przyjacielu.
(Loki?)
Przymknąłem oczy, odprężając się, co prawda było tutaj twardo i niewygodnie, ale droga tutaj była bardzo daleka. Czułem lekki ból w łapach, dlatego wyciągnąłem je tak, że poduszki łap lekko się rozchyliły. Mruknąłem cicho z zadowolenia a mój krótki ogon drgnął. Kiedy już prawie przysnąłem, z oddali dotarło do mnie wycie, było ciche, ale wyraźne. Od razu mogłem stwierdzić, że był to basior mniej więcej w moim wieku. I że był stąd. Pokierowany instynktem usiadłem, odchyliłem łeb do tyłu i również zawyłem. Trwało to tylko chwilkę, nie otrzymałem natomiast odpowiedzi od tajemniczego wilka. Zaciekawiony sam zbiegłem ze wzgórza, kierując się w stronę skąd dochodziło wcześniej wycie.
Nie musiałem się wcale wysilać, żeby dotrzeć do wilka. Był o dziwo całkiem blisko, bliżej, niż mogłem sądzić. Spoglądał na mnie swoimi szarymi, przygaszonymi oczyma. Podobnie jak ja, posiadał rogi, jednak proste, ostre i czarne jak noc. Poznając we mnie obcego, cicho warknął schodząc w dół.
- Nie jesteś chyba stąd, co jelonku? - burknął spoglądając na mnie krytycznie.
Machnąłem swoim porożastym łbem w geście pogardy, ale basior przepięknie to zignorował. Wyprostowałem się i wypchałem lekko pierś do przodu, żeby wyglądać bardziej zdecydowanie. Mowa ciała była dla mnie o wiele ważniejsza, niż to, co nam ślina przyniesie na język.
- Nie, nie jestem z tego Klanu. Właściwie to przedwczoraj dowiedziałem się, że taki Klan jak ten tutaj... w ogóle istnieje.
- Wiesz, że wchodząc tutaj, łamiesz pewne zasady dotyczące granic? - warknął, sądząc po jego postawie, gdybym tylko zaczął szaleć, zaatakowałby mnie bez żadnego uprzedzenia. Ponieważ nie miałem ochoty siać tutaj zniszczenia, postanowiłem być spokojny, zresztą jak zwykle.
- Faktycznie możliwe jest to, że złamałem kilka drobnych zasad... Ale kto by się tym przejmował - wzruszyłem ramionami na chwilę przenosząc wzrok na niebo, ta cisza była bardzo ujmująca... - Jeśli moja obecność Ci przeszkadza, mogę odejść. - spojrzałem na basiora kątem oka.
Wilk westchnął i pokręcił łbem, chyba nie spodziewał się takiego obrotu akcji. Żeby intruz jeszcze oznajmiał, że jak coś może sobie odejść.
- Ech nic jeszcze nie nabroiłeś, więc przez chwilę chyba możesz zostać... ale tylko chwilę. - dodał już nieco pewniej i rozkazująco.
- I tak przed porankiem zamierzam być u siebie, więc będę się za chwilę zbierał... Jestem Cane z Klanu Ziemi, a ty? Wietrzny przyjacielu.
(Loki?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz