Wiosna. Moja ulubiona pora roku, kiedy dookoła kwitnią przeróżności i zapełniają tereny mnóstwem pięknych kolorów. Wszystko wydaje się wtedy takie wesołe, nie jak w zimie - białe i lodowate. Właśnie. W zimie, wtedy zastałam na moich starych terenach pustkę. Nie było tam żadnego wilka, chociaż nie wiem czy to możliwe kiedy jeszcze parę miesięcy przed moim odejściem tereny tętniły życiem. Czy to nie dziwne? - szłam patrząc w ziemię i rozmyślając, z czego wyrwał mnie głośny ryk niedźwiedzia przede mną. Stanęłam jak wryta, dostrzegając że kawałek przede mną stoi gryzzli, który chyba nie chce bym się do niego zbliżyła. Bez żadnego protestu z mojej strony zaczęłam powoli się wycofywać do tyłu, tak by go bardziej nie zdenerwować. I udałoby się to, ale oczywiście koleżka misiu okazał się bardzo nerwowy i ciężkimi krokami zaczął hasać w moją stronę.
Nie pozostało mi nic innego jak szybko się zerwać do ucieczki. Problemem było to, że nie znałam tutejszych terenów i w każdej chwili tej pogoni mogłam wybiec poza tereny klanu Ziemi, a nie wiem co na to powiedziałby inne alfy. Nie chcę narobić kłopotów Elayne, przecież nie musiała koniecznie przyjmować mnie do swojego klanu, a zrobiła to.
Czułam że gryzzli powoli mnie dogania, dlatego zaczęłam robić różne uniki pomiędzy drzewami. Ten wybierał jednak prostrzą ścieżkę, przy okazji niszcząc przeszkadzające rzeczy na swojej drodze silnymi i potężnymi łapami. Chyba nie chciałabym z takiej dostać...
Zobaczyłam przed sobą niewysokie wzniesienie i wodę na jego spodzie, która zapewne kończyła tereny mojego klanu i oddzielała je z innymi. No cóż, misiu już deptał mi po piętach, a ja nie ćwiczyłam raczej szybkiego wspinania się po drzewach, dlatego wydało mi się to jedynym sensownym wyjściem z tej sytuacji. Skoczyłam do wody pozostawiając zwierzę za sobą.
W trakcie lotu z mojego gardła wydobył się krótki krzyk, a po chwili plusk wpadając do wody. Kiedy udało mi się wydostać na powierzchnię czym prędziej zaczęłam płynąć w kierunku lądu oddalonego o jakiś kawałek od tego, z którego właśnie udało mi się uciec przed niedźwiedziem.
~~~
Wdrapałam się na piasek szczęśliwa, że mogę wreszcie odpocząć. Co prawda jestem dobra kondycyjnie, ale pływanie jednak trochę męczy...
Po krótkiej chwili odpoczynku podparłam się na łapach i podniosłam pysk by zobaczyć gdzie w ogóle dotarłam. Zdaje się że mnie wcześniej tu nie było, więc nie umiałam tego określić. Jedyne co mi się udało zbadać, to, to że jestem na terenie innego klanu. Wstałam i się pozbierałam, otrzepując się z wody i piasku. Moje futro było przemoczone, ale dosyć ciepła pogoda sprawiała że nie zajęło dużo czasu jego schnięcie. Zdążyłam przez ten czas przejść się kawałek wzdłuż plaży, a później zawędrować w bardziej leśne miejsca. Już myślałam że nikogo nie spotkam, może to nawet lepiej, dlatego usiadłam pod drzewem na niedużej polanie i na chwilę zamknęłam oczy. Kiedy po paru minutach je otworzyłam, kawałek przede mną stał obcy basior. Wzdrygnęłam się lekko, ale nie uciekałam. Wpatrywałam się w niego, a on we mnie.
- Witaj. - odezwałam się.
Może Rhaegar?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz