poniedziałek, 23 maja 2016

Od Daenerys do Rhaegara

Już od tygodnia byłam członkinią Klanu Wody. Wciąż jednak nie mogłam uwierzyć, że na innych terenach panują nie jedna, ale cztery pory roku. Aktualnie w klanie panowała wiosna. Tak jak usłyszałam od Alfy, teraz wszystko budziło się do życia. W ciągu dnia nie było specjalnie ciepło, dawałam radę jeszcze wytrzymać jednak wielkimi krokami zbliżało się lato. Wtedy najprawdopodobniej będę musiała się przenieść gdzieś w góry. Przeszłam kłodą która znajdowała się koło wodospadu. Nie był specjalnie wysoki, ale małego szczeniaka prąd wody byłby w stanie porwać. Będąc już na końcu głody zeskoczyłam z niej po czym biegnąć udałam się prosto przed siebie szukając jakiś wysokich gór. Udałam się na południe, gdyż podobno tam znajdowały się najwyższe góry w klanie. Trochę czasu mi zaszło przejście z centrum do samego podnóża gór, ale to nic w porównaniu z przemieszczaniem się po Klanie Everything. Oglądając mapę w bibliotece zastanawiałam się czy któryś z tamtejszych wilków w takim krótkim czasie od dołączenia jak ja potrafił zbadać wszystkie zakamarki.
Skacząc po kamieniach niczym kozica pięłam się coraz to wyżej i wyżej, znajdowałam się tuż tuż przed warstwą wiecznego śniegu. Podciągnęłam się, a moim oczom ukazało się przepiękne zjawisko. Jakby jakaś bariera odgradzała śnieżny świat sprawiała, że równo tuż przede mną zaczynał padać śnieg i wokół było biało. Zrobiłam kilka kroków zostawiając na śniegu ślady łap, przyspieszając jednak  powoli zaczęłam sunąć po śniegu torując sobie przejście przez coraz to głębszy śnieg. Poszukiwania jaskini na czas lata zakończyły się sukcesem. Sprawdziłam jeszcze czy aby na pewno nie zajęłam jakiemuś innemu zwierzęciu jego domu, jednak jaskinia wydawała się opustoszała. Cofnęłam głowę, gdy nagle coś zleciało mi na pysk. Wystraszona atakiem znienacka zaczęłam machać łebkiem na prawo i lewo próbując zrzucić to coś co przyczepiło się małymi rudymi łapkami do mojej sierści. Chwila...małe rude łapki? Otworzyłam oczy wpatrując się w małe stworzonko, które okazało się być wiewiórką. Wpatrywała się we mnie swoimi małymi oczkami, a nosek jej dygotał z przerażenia.
- Biedactwo...wypadłaś z dziupli? - spojrzałam do góry, chodząc w kółko szukając jakiś wgłębień w pniu, jednak nic takiego nie znalazłam
Również nie było słychać nawoływania jej matki, możliwe że maleństwo które na mnie spadło urodziło się słabsze i matka je porzuciła. Szybko podjęłam decyzję o zajęciu się maluchem. Zanim z powrotem zeszłam z gór oznaczyłam sobie jaskinie, że ta należy do mnie a nieproszeni goście są niemile widziani. Chowając wiewiórkę we włosach zaczęłam schodzić na dół. Teraz zostało poinformować Alfę o tym, że w czasie lata będę się przeprowadzała do czasu nadejścia chłodniejszych dni. Przebiegłam koło wodospadu i już po chwili znalazłam się koło wejścia do Świątyni Water, właśnie to w świątyni zazwyczaj spotykano Alfę. Krążyłam w kółko przed wejściem nie chcąc wchodzić do środka.
- Szukasz czegoś? - odwróciłam się w stronę Rhaegara, krótko przedstawiając mu moją sprawę
- Hm... - przytaknął głową, gdy nagle wbił wzrok w moje włosy - Coś masz we włosach...to się rusza
No tak, przecież przygarnęłam wiewiórkę. Po chwili ta jak na zawołanie usiadła mi na głowię machając swoją rudawą kitą.
- Co tam maluchu? - spojrzałam się do góry



Rhaegar?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz