To pytanie wprawiło mnie w niemałe zdziwienie. Przekrzywiłam lekko głowę, spoglądając z zaskoczeniem w nic nie mówiące mi oczy basiora. Jak na ironię, akurat w tym momencie, nie byłam w najmniejszym stanie wejść w jego umysł i sprawdzić, czy tylko sobie żartuje, czy usypia moją czujność, czy mówi całkiem serio. Nie ufałam mu. Nie ufałam żadnemu z wilków ognia.
- W co grasz? – spytałam szorstko, wciąż szukając jakiejś podpowiedzi w jego wyprutym z emocji spojrzeniu.
- W ułatwienie ucieczki. - Nuta szczerości w tej odpowiedzi sprawiła, że uniosłam lekko brwi. Z sekundy na sekundę byłam coraz bardziej przychylna uwierzyć, że wilk faktycznie trzyma moją stronę i ma czysto pokojowe intencje.
- Słyszałeś, co twój przywódca mówił o konsekwencjach? – spytałam, dopiero po fakcie stwierdzając, że brzmiało to zdecydowanie za ostro.
- To nie jest przywódca. Nie mój – odpowiedział z lekkim grymasem na twarzy. W końcu mogłam dostrzec na jego pysku przejawy jakichkolwiek emocji.
- Wszystko jedno. – Machnęłam łapą, a rana na ramieniu przypomniała mi o sobie przeszywającym bólem. Skrzywiłam się lekko, wypowiadając kolejne zdanie – Kimkolwiek był dla ciebie ten gnój, jasno powiedział co stanie się, gdy jutro nie zjawię się u waszej alfy.
Nie odpowiedział.
- Nie chcę zrzucać na kogokolwiek odpowiedzialności za moją głupotę – odpowiedziałam ze zdecydowaniem i dodałam po chwili oczekiwania na jego odpowiedź – Nie masz prawa odpowiadać za to, że nie zachowałam należytej ostrożności na obcym mi klanie. Mogłam po prostu siedzieć cicho.
- Mogłaś.
Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę, a między nami zapadła chwila milczenia.
- Po prostu zaprowadź mnie teraz do swojej alfy, przedstaw krótko sytuację i się zmyj, a ja odpowiem za swój durny występek – powiedziałam i po raz kolejny nie otrzymałam odpowiedzi. Cholera, czy on miał problemy z mową? – Jeśli nie chcesz, powiedz mi tylko, gdzie on mieszka. Sama pójdę – rzuciłam szorstko, po raz kolejny wzdrygając się od bólu wywołanego wzruszeniem ramionami.
- Powiedz mi tylko, z której strony możesz uciec niezauważona.
- Powiedz mi tylko, gdzie mieszka ten cholerny alfa.
- Która strona?
Wilk wbił we mnie uporczywe, nieznoszące sprzeciwu spojrzenie. Zmrużyłam oczy, za wszelką cenę starając się je odeprzeć. Nie wytrzymałam jednak długo i chcąc nie chcąc, dałam za wygraną.
- Południe.
- No to idziemy.
Basior jakby nigdy nic ruszył przed siebie, a ja stanęłam w miejscu, ze zdezorientowania nie mogąc wykonać najmniejszego ruchu. Stanowczo nie rozumiałam jego zachowania. Dopiero po kilku sekundach ruszyłam za samcem, dorównując mu kroku.
- Chcesz być pomocny, rozumiem to i doceniam, ale proszę cię, na miłość boską…
- Bądź cicho – rzucił w moją stronę ze zniecierpliwieniem w głosie.
- Co proszę? – warknęłam z oburzeniem, próbując uchwycić jego spojrzenie.
- Zamknij się.
- Powiedz mi, gdzie mieszka ten pieprzony alfa, to już nigdy, wedle życzenia, nie usłyszysz mojego głosu – odpowiedziałam zgryźliwie, pomału tracąc nad sobą panowanie. Dlaczego ten cholerny samiec był tak uparty?
Wilk zatrzymał się gwałtownie, obracając się w moją stronę. Ledwo zdążyłam zahamować swój szybki krok przed jego ciemną posturą. Złość w jego oczach kazała mi się cofnąć, ale zostałam w tym miejscu, w którym stałam. Jedynie kilka centymetrów przed jego unoszącą się w podburzonym oddechu klatką piersiową.
- Jeżeli chcesz ujść z życiem, zbieraj dupę w troki do swojego klanu. Alfa nawet cię nie tknie, Headless jest zbyt zawistny, żeby oddać cię w jego ręce. Myślę, że woli sam załatwić sprawę, odżynając ci łeb. To w najlepszym przypadku – urwał, a jego spojrzenie przybrało mniej gniewny wyraz. Całkiem tak, jakby zreflektował się, że zabrzmiało to zbyt ofensywnie, bo wcale niczemu nie byłam winna. Ja wciąż patrzyłam na niego niewzruszenie twardym wzrokiem. – Zastanów się. Ciebie może to kosztować życie, ja zawsze się jakoś wymigam. – Z ostatnim słowem jego głos brzmiał nieporównywalnie bardziej łagodnie, niż przed kilkunastoma sekundami.
Dostrzegałam to jak bardzo starał mi się to wytłumaczyć i pomóc. Dostrzegałam jego dobrą wolę i intencje. I mimo tego, że chciałam, nie mogłam przystać na tę propozycję – już pal sześć ucieczkę od konsekwencji mojej bezmyślności – nie mogłam wkopywać niemal obcego mi basiora, który na dodatek wykazał się tak dużą chęcią pomocy wobec mnie. To byłoby po prostu nie fair.
- Nie mogę uciec. – Pokręciłam stanowczo głową, osuwając się nieco od jego już spokojnie unoszącej się piersi.
<Artie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz