sobota, 21 maja 2016

Od Artiego cd. Arbitriany

Miałem cichą nadzieję, że mój plan zadziała. Jednak nie jestem taki sprytny, jak mi się wydawało. Przy takich okazach trzeba jednak brać pod uwagę każde serie wydarzeń, nawet te najbardziej nieprawdopodobne.
Wadera po pociskach była zmęczona. Nie znałem jej mocy, dlatego chciałem ją sprowokować do jeszcze większego jej zużycia, aby pokazała swoją siłę. Nadrobiłbym zręcznością. Wadera prędzej czy później by padła, kiedy jej energia byłaby w najniższym stadium. Każda moc ją zużywa.
Żałuję tylko, że mój plan zadziałał częściowo. Może wadera nie jest jednak taka głupia. Chociaż nie wiem czy można to też nazwać mądrością; swojego przeciwnika się rani, nie zabija.
Podczas walki ze smokiem szło mi całkiem nieźle. Gad był olbrzymi i potężny, ale uznam to za minus dla jego sytuacji. Jestem dobrze zbudowany, ale jeszcze nie tak bardzo jak mogą chwalić się inne wilki - nie jestem wybitnie silny. Przez swoją masę szkrzydlasty był spowolniony, jak można tak powiedzieć. Tymczasem ja nadrabiałem biegiem i zręcznością, unikając jego lodowatych pocisków.
Po pewnym czasie zdałem sobie jednak sprawę, że to nie ma sensu. Ten gad jest maszyną, która się nie męczy. Nie pójdzie tak łatwo jak w przypadku wadery, jak mi się wydawało.
I w tej chwili poczułem pierwszy raz potrzebę użycia mojego żywiołu. To jest lód. Tutaj to JA mam przewagę nad nim.
Stanąłem naprzeciw smoka, który skierował swoją głowę w moją stronę. Otworzył wielką paszczę i w tym samym momencie wytrysnęły z niej cząsteczki lodu skierowane w moją stronę. Błyskawicznie utworzyłem ognistą tarczę, w którą niedługo po tym uderzyła powalająca moc maszyny. Zachwiałem się na łapach, ale wkrótce mocno trzymałem się na ziemi, zmieniając swoją tarczę w pocisk, który zbliżał się do olbrzyma.
Na boki zaczęła tryskać roztopiona woda, a w momencie styczności ognia z lodem pojawił się świetlny okrąg, rozprzestrzeniający się po okolicy.
I w tym momencie poczułem niewyobrażalny, przeszywający ból w okolicach karku. Mocne szarpnięcie zwaliło mnie z łap i przewróciło na grzbiet. Po chwili znów poczułem wbijające się kły w szyję, a na pysku zaczęły pojawiać się czerwone kropelki tryskające z tętnicy szyjnej. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, byłem kompletnie zablokowany, nie mogłem się ruszyć. Ból był tak bardzo przeszywający, że powoli traciłem przytomność. Szczęki zaciskały się mocniej, nie mogłem oddychać. Bezskutecznie próbowałem ostatni raz wciągnąć w siebie powietrze.
Czy to koniec? Aż miałem ochotę uśmiechnąć się w duchu. Zginę zaatakowany przez waderę, która udowodniła teraz swoją wyższość i szaleństwo. No, gdybym nie pomyślał, że mógłbym kogoś zabić - wykończyć, owszem, aby dopiec swego. Nie zabić. Przynajmniej ona na to by nie zasługiwała.
A czy ja zasługuję?
Nagle uścisk się zwolnił, a moje ciało bezwładnie opadło na ziemię. Nie czułem nic, łap, ogona, tułowia. Czułem tylko ten okropny ból, z którego aż chciało mi się płakać. Chciałem zasnąć, zasnąć, aby tego nie czuć! Cholera weźmie okoliczności! Niech to się zatrzyma, niech przestanie!
Moje oczy były częściowo zasłonięte przez ciemną poświatę, zobaczyłem tylko wieżę, do której przecież miałem iść. Ha, co za wspaniały widok.
Nie było tu nikogo. Ciągle wsłuchiwałem się w szum drzew, tworzący piękną Serenadę. Zwinąłem się w kłębek swoimi ostatnimi siłami.
Widzę ciemność.

***

Obudziłem się nagle, zrywając się z jakiegoś byle jakiego posłania na którym właśnie leżałem. Szybko się przekonałem, że był to błąd - głównie dlatego, że zaraz po tym ruchu poczułem przeszywający ból w okolicach karku, którego i tak nie mogłem zbytnio ruszać. Wydałem cichy jęk.
- I czego się kręcisz? - dobiegł mnie zirytowany głos jakiejś wilczycy, która z zażenowaniem weszła do jamy w której się znajdowałem. Nic nie odpowiedziałem, jedynie położyłem uszy po sobie.
Przypomniałem sobie wszystko: waderę, walkę, smoka. Cios, duszenie. Nie wiem, czy przeważała  mnie wściekłość, czy raczej smutek związany z całą tą sytuacją.
Ruda wilczyca do mnie podeszła i brutalnie oderwała bandaż, który przykleił się do strupa. W momencie pociągnięcia wydałem z siebie dźwięk i mocno zacisnąłem zęby. Strup został oderwany, a rana zaczęła częściowo znów krwawić, ale nie tak bardzo jak wcześniej.
- Jesteś wolny. Ktoś na ciebie czeka - wskazała w odpowiednie miejsce. Kiedy poznałem brązową sierść stojącą tyłem i przyglądająca się otaczającej naturze spochmurniałem.  Głowę opuściłem, uszy postawiłem po sobie.
Wilczyca wyczula mój zapach i natychmiast się odwróciła. Owa medyczka nie była chyba dobrze doświadczona, ale dzięki niej żyję. Szczęście czy ironia losu?
- Artie! - krzyknęła wadera - ja...
- Wsadź sobie w dupę cokolwiek chcesz mi powiedzieć - odwarknąłem do wodnistej przerywając jej wypowiedź, po czym ruszyłem do przodu, w swoją stronę.

(Jak chcesz to dokończ Arbi)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz