A więc najpierw opisze "krótko" Co działo się przed paroma miesiącami. Oczywiście nie ma to nic do fabuły która zaprezentuje podczas dołączenia więc jak nie chcesz czytać tej błahostki od razu przejdź do punktu *Teraźniejszości*. Bez zbędnych słów czas zacząć.
*Rok Temu*
-Kochanie... śniadanko - Pierwsze słowa które obudziły mnie z krótkiego snu. No jakby tutaj nie otworzyć oczu gdy ktoś cie szturcha.
-Jeszcze chwilka mamo - zaspana mówiłam słowa które same cisnęły się na język. Mimo tego matka nie odpuściła. Swoim mokrym noskiem czochrała mnie powodując u mnie czuły śmiech.
-No dobra, już wstaje wstaje! No już! - Często panowała u nas bardzo wesoła atmosfera. Tego dnia wstałam jak zwykle rozciągając całe swoje malutkie ciałko. Nie mogłam nie zauważyć że wielka antylopa leżała martwa z tyłu jaskini gdzie prowadziła mnie mama.
-Em.. Mamo ale ja miałam polować - okazałam lekką skruchę, niezadowolona byłam że nie obudziła mnie na poranne polowanie.
-No wiem, ale nie chciałam cię budzić. - wyjaśniła na swoją obronę wciąż w krótkim uśmiechu,
-Ale rozmawiałyśmy już o tym. Mamo jesteś przemęczona - mówiłam zmartwiona zdrowiem własnej mamusi, to nic złego prawda? Wyglądała naprawdę na zmęczoną, fizycznie zwłaszcza. Tak długo się mną opiekowała, nie spuszczała z oczu, wiecznie polowała głównie sama lub z ciocią. Taką miała role w watasze ale nie tylko, ponieważ objęła stanowisko Bety, zastępczyni Alf. Ja miałam swoje marzenia i chciałam żyć na własną odpowiedzialność. Chciałam znaleźć kogoś wspaniałego, i również założyć rodzinę. Mimo tego, mama jednak ostrzegała mnie komu ufam, zawsze biorę słowa mamusi głęboko do serduszka.
Porozmawiałam szczerze z Eldorą, już wcześniej wiedziała że przyjdzie ta najgorsza chwila. Co prawda w łzach , ale również i z uśmiechem, odeszłam przysięgając że będę ją odwiedzać, i nigdy jej nie zapomnę, no i musiałam obiecać że będę na siebie uważać.
*Teraźniejszość*
Już wiele dni, tygodni.... chwila. Mamy dzisiaj piątek... a może wtorek... Aaa jedno i to samo. W każdym bądź razie długo wędruje. Już nawet padałam z łap, zabijałam tylko malutkie zwierzątka, takie jak zająca. Pewnej nocy było naprawdę mroźno i chłodno. Rozejrzałam się dookoła, nikogo nie było, pusto, ciemny las przyprawiał o dreszcze. Dziwne nie? Ale wolała bym być już w schronie, na szczęście szybko znalazłam skalną jaskinie, a raczej małą norkę. Zmieściłam się bez problemu, tyko ogon wystawał, musiałam się położyć aby tam się wcisnąć. Lekko chuchnęłam , a z pyszczka leciutko wydobywał się płomień który został na skalnej podłodze. Od razu troszeczkę zrobiło się jaśniej, oraz cieplej. Gdy na tworze deszcz mocno padał, słyszałam nawet grzmoty. Nie mogłam tutaj długo zostać, woda dostawała się szybko do mojej niewielkiej norki, nie chciałam się utopić. Wyszłam i pierwsze co próbowałam szukać innego schronienia. Uciekłam w las, mając lekko zmrużone oczy spowodowane iż krople deszczu jak z karabinu atakowały moje ciało. Nie wiedziałam gdzie biegnę, skupiłam się na tym aby nie uderzyć o żadne drzewo. Jedno powaliło się tuż przy mnie na szczęście szybko podskoczyłam omijając przeszkodę pędząc dalej przed siebie. Nagle las się skończył, pojawiła się wielka trawa, i inne zarośla. Teraz to tym bardziej nic nie widziałam. Ale nie zamierzałam skręcać. Ciągle mknęłam do przodu. Wiatr oraz deszcz przeszkadzały mi nawet w węchu. Nim się zorientowałam odbiłam się od kogoś z wielką siłą, no przynajmniej dla mnie. Centralnie pyskiem wjechałam aż odbiłam się i upadłam na plecy. Byłam zmęczona a od uderzenia zrobiło się słabo. Obraz powoli obracał się jak w karuzeli oraz traciłam ostrość.
<Ktoś?>
Zaklepane~ ^^
OdpowiedzUsuń//Amai