Wskoczyłem na plecy jelenia wbijając zęby w jego kark, głośno powarkując. Musiałem wyglądać śmiesznie, kiedy sam wyglądałem jak jeleń który właśnie w tym momencie atakuje swojego pobratymca. Zwierzę głucho sapnęło, stawiając jeszcze kilka chwiejnych kroków ze mną na plecach. Po chwili dziwnie wyciągnęło i tak trzymaną przeze mnie szyję padając drętwo na ziemię. Zeskoczyłem z cielska jelenia oblizując swoje kły zalane gorącą krwią. Kiedy rozprułem podbrzusze zwierza, do mojego gardła wpłynęła cała rzeka krwi. Szybko wyplułem posokę ktora w smaku była metaliczna, jednak słodka. Kiedy większość krwi już sobie wypłynęła, zacząłem konsumować swoją zdobycz. Nie jadłem nic od dobrych czterech dni, tak więc po takiej ilości jadła będę umierał przez resztę dnia... Ale za takie mięso jest warto. Przegryzłem pierwszy kęs jeszcze spokojnie, ale kiedy już przełknąłem obślizgłe, czerwone mięcho zacząłem jeść jak oszalały. Siedzenie w górach i lasach potrafi wyciszyć, jednak tak bardzo zagłębiłem się w moich medytacjach, że ani się spostrzegłem minęły cztery dni. Wiosna dobiegała końca, niebawem miało już nastąpić lato. Upalne dni, zero deszczu po prostu jedna wielka duchota. Czyli jeszcze więcej czasu spędzania w chłodnym, zacienionym lesie. Kiedy spałaszowałem już połowę jelenia, usłyszałem cichy szmer za sobą. Odwróciłem się a wtedy moje oczy zetknęły się z tymi rubinowymi oczyma Alfy. Przytaknąłem Elayne w formie powitania i przełknąłem kolejna porcję mięsa.
- Mogę się przyłączyć? - spytała wadera
Nie odpowiedziałem za to mój ogon lekko drgnął, pewnie machnąłbym nim zgrabnie, gdybym go jeszcze miał. Tak jak myślałem Alfa nie będzie czekała na przyzwolenie, w końcu ten jeleń należy do niej. Należał jeszcze przed tym zanim go sobie upatrzyłem, takiego samotnego i zbłąkanego. Posunąłem się, żeby zrobić miejsce waderze przy i tak już praktycznie pustym bebechu, a sam wziąłem się za obgryzanie udźca. Jedząc teraz w zdwojonym tępię, skończyliśmy posiłek w przeciągu siedmiu minut. Po tych siedmiu minutach nastała głęboką cisza. Wcześniej było jedynie przeżuwanie i mlaskanie oraz odruchowo powarkiwania.
- Dziękuję, że pozwoliłeś mi się przyłączyć, wcale nie musiałeś - wadera uśmiechnęła się.
Przytaknąłem jakoś nie będąc zbytnio przekonany no ale mniejsza.
- Cane co ty taki zawsze cichy i ponury... Jeszcze chwila i wszyscy zapomną jak brzmi twój głos.
- Naprawdę? - spytałem lekko rozbawiony przekręcając swój ciężki, porożasty łeb. - To ktoś mnie w ogóle kiedykolwiek słuchał?
Elayne puściła tą zaczepkę mimo uszu jednak nie miałem co do tego pewności, więc przyglądałem się jej z pewną ciekawością.
(Elayne? Krótkie ale ciii z telefonu są zawsze krótkie xd)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz