Właśnie wracałem po bardzo długiej rozmowie ze swoją kuzynką, nie była to spokojna rozmowa. Po prostu musiałem zacząć wypytywać o ''naszą'' rodzinę, jednak wadera nic mi nie powiedziała. Skończyło się na to, że pokłóciliśmy się i ja wyszedłem z jaskini niezwykle zdenerwowany, przeklęta Elayne. Mogła sobie zostać w miejscu, gdzie się urodziła i nigdy przenigdy nie pokazywać mi się na oczy. Tak byłoby najlepiej, zarówno dla niej, jak i dla mnie. Ledwo wszedłem do lasu, kiedy usłyszałem głośny szum obok mnie. Byłem tak zamyślony, że kogoś nie usłyszałem? Zanim zdążyłem się nawet odwrócić, ten ktoś na mnie wskoczył, zszokowany otworzyłem szerzej oczy i jak w zwolnionym tempie widziałem, jak powoli upadam na trawę. Kiedy już upadłem, wszystko jakby wróciło do normy. Odbiłem się od podłoża delikatnie jak taka piłka, jednak zaraz zostałem na nowo przygwożdżony przez napastnika. Już coś się we mnie gotowało i miałem zaatakować, kiedy zauważyłem zszokowaną minkę Yǒnggǎn. Ja również byłem zdziwiony i to bardzo. Nie spodziewałem się już jej dzisiaj spotkać, nie mówiąc nawet o takiej sytuacji. Nigdy bym o czymś takim nie pomyślał, trzeba powiedzieć, że wadera umie zaskakiwać. Rozbawieni, wymieniliśmy parę krótkich zdań, oczywiście musiałem przekonywać waderę, że nic mi się nie stało. Bo tak było, po prostu mnie zaskoczyła i tyle.
- Coś ty w ogóle taka narwana? - uśmiechnąłem się
- Za bardzo wczułam się w pościg... nieco się zagapiłam - westchnęła.
Przez chwilę jeszcze patrzyłem na nią spokojnie, jednak po chwili sam prychnąłem śmiechem. Wstałem otrzepując się z pyłu i trawy, rozglądając się w około. Po jelonku nie było nawet już śladu, chyba nie ma sensu dalej go gonić.
- W takim razie przepraszam, że przeszkodziłem Ci w polowaniu.
Moją uwagę przykuło drzewo, blisko którego byliśmy, zaciekawiony podszedłem do ogromnej wiśni, pełnej różowych płatków, które w ciemności co prawda nie wyglądały aż tak ładnie. Wciągnąłem słodkawy zapach powietrza w nozdrza, po chwili wydychając go z uśmiechem. Uwielbiałem zapach wiśni. Kiedy wiatr zawiał nieco mocniej, strącił kilka płatków na trawę, które po chwili również gdzieś odleciały w dalszą wędrówkę. Pewnie wpatrywałbym się w to drzewo godzinami, gdyby nie cichy szelest obok niego. Tłusty, ogromny zając. Jak widać szczęście jednak jakoś mi sprzyja. Jednym długim skokiem pokonałem dzielącą nas odległość i wbiłem kły w jego miękką skórę już po chwili prawie dławiąc się napływającą mi do pyska krwi.
- Byłaś chyba głodna, prawda? - zapytałem wskazując na zająca leżącego już teraz obok moich łap.
Wadera skromnie przytaknęła, jednak kiedy już podeszła do niego i zaczęła go jeść, nie była już taka ''onieśmielona''. Położyłem się w trawie jakieś trzy metry dalej, czekając aż wadera spokojnie się posili. Nie była to znowu zdobycz, która mogłaby nasycić cały głód, jednak i ona powinna na jakiś czas wystarczyć. Teraz już chyba jesteśmy kwita.
- Dziękuję - powiedziała wadera kiedy już skończyła.
- Nie dziękuj bo nie masz za co... właściwie, to potrzebuję... żebyś mi pomogła w pewnej rzeczy - moje oczy błysnęły niebezpiecznie a sam się uśmiechnąłem zadziornie - Potrzebuję jakoś wejść do waszej biblioteki... na dosłownie parę sekundek, potrzebuję przejrzeć dosłownie jedną księgę, jedną stronę, jedno zdanie.
(Yǒnggǎn? Tudududu)
- Coś ty w ogóle taka narwana? - uśmiechnąłem się
- Za bardzo wczułam się w pościg... nieco się zagapiłam - westchnęła.
Przez chwilę jeszcze patrzyłem na nią spokojnie, jednak po chwili sam prychnąłem śmiechem. Wstałem otrzepując się z pyłu i trawy, rozglądając się w około. Po jelonku nie było nawet już śladu, chyba nie ma sensu dalej go gonić.
- W takim razie przepraszam, że przeszkodziłem Ci w polowaniu.
Moją uwagę przykuło drzewo, blisko którego byliśmy, zaciekawiony podszedłem do ogromnej wiśni, pełnej różowych płatków, które w ciemności co prawda nie wyglądały aż tak ładnie. Wciągnąłem słodkawy zapach powietrza w nozdrza, po chwili wydychając go z uśmiechem. Uwielbiałem zapach wiśni. Kiedy wiatr zawiał nieco mocniej, strącił kilka płatków na trawę, które po chwili również gdzieś odleciały w dalszą wędrówkę. Pewnie wpatrywałbym się w to drzewo godzinami, gdyby nie cichy szelest obok niego. Tłusty, ogromny zając. Jak widać szczęście jednak jakoś mi sprzyja. Jednym długim skokiem pokonałem dzielącą nas odległość i wbiłem kły w jego miękką skórę już po chwili prawie dławiąc się napływającą mi do pyska krwi.
- Byłaś chyba głodna, prawda? - zapytałem wskazując na zająca leżącego już teraz obok moich łap.
Wadera skromnie przytaknęła, jednak kiedy już podeszła do niego i zaczęła go jeść, nie była już taka ''onieśmielona''. Położyłem się w trawie jakieś trzy metry dalej, czekając aż wadera spokojnie się posili. Nie była to znowu zdobycz, która mogłaby nasycić cały głód, jednak i ona powinna na jakiś czas wystarczyć. Teraz już chyba jesteśmy kwita.
- Dziękuję - powiedziała wadera kiedy już skończyła.
- Nie dziękuj bo nie masz za co... właściwie, to potrzebuję... żebyś mi pomogła w pewnej rzeczy - moje oczy błysnęły niebezpiecznie a sam się uśmiechnąłem zadziornie - Potrzebuję jakoś wejść do waszej biblioteki... na dosłownie parę sekundek, potrzebuję przejrzeć dosłownie jedną księgę, jedną stronę, jedno zdanie.
(Yǒnggǎn? Tudududu)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz