Byłem wyraźnie zainteresowany stworzeniem siedzącym na grzbiecie Arbitriany. Była to biała jak śnieg łasiczka, która teraz z irytacją się we mnie wpatrywała przekrzywiając swoje maleńkie brwi.
- Ciekawe stworzenie – powiedziałem krzywiąc się. Wciąż do wadery mam wielki żal za wydarzenia z ostatnich godzin. Nie uważam, że nie mogła się opanować: jeżeli Abitriana wcześniej wyczuła, że puszczają jej emocje, po prostu wystarczyło umysłowo to przezwyciężyć. Choroba o której mówiła, nie jest bólem fizycznym, raczej psychicznym. Trudno jednak żądzę krwi określić mianem choroby. Przynajmniej mi jest trudno w to uwierzyć.
- Uważasz mnie za wariatkę? – zapytała się nagle wadera. Zakląłem cicho.
Zapomniałem o jej umiejętności czytania w myślach. Muszę na to uważać, ponieważ wodnista niejedną informację ode mnie wyciągnie poprzez umysł. W moim przypadku jest to bardzo niewygodna pozycja, lecz dla mojej towarzyszki – nadzwyczaj skuteczne.
Zerknąłem na waderę, która teraz patrzyła na mnie wzrokiem przeszywającym i zawiedzionym. Jej oczy ukazywały lekką złość obecną sytuacją. Uważam jednak, że i ona i ja jesteśmy w równym stopniu zirytowani. Wziąłem głęboki wdech.
- Nie w tym sensie. Po prostu nie wszystko jest w porządku, tak jak siebie utwierdzasz w myślach – powiedziałem delikatnie – w końcu prawie mnie udusiłaś.
- Artie! Ja nie zrobiłam tego specjalnie!
- Owszem. Ale mogłaś to opanować. Tak samo jak ja mogłem zamknąć swój umysł w czasie naszego pierwszego spotkania, gdy zorientowałem się, że umiesz czytać moje myśli.
Abitriana wyraźnie spochmurniała i już nie pałała radością jak wcześniej. Odchyliła głowę, jakby chciała schować się przed moim wzrokiem. Zaczęła coś niewyraźnie mówić pod nosem, czego ja nie usłyszałem.
- Co? – zapytałem wpatrując się w waderę.
(Abitriana? Więcej nie wycisnę)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz