Nienawidzę bezczynności. A dzisiaj był jeden z dni, w których kompletnie nie mogłem się nigdzie podziać. Zdecydowałem się jednak na odwiedzenie jednego z moich ulubionych miejsc w nowym Klanie - Starego Portu.
Tu wcale nie chodzi o to, że to miejsce jest opuszczone, a ja jestem samotnikiem. To nie tak, że jestem kolejnym złym wcieleniem i z tymi cechami idę się wyciszyć do Portu. Nie, nie, nie. Raczej chodzi tu o to, że urzekło mnie piękno tego miejsca. Co prawda poziom wody mocno się obniżył i praktycznie tej wody już nie ma, ale muszę przyznać że pod nią skrywało się wiele tajemnic.
Odkryłem to miejsce dopiero kilka dni temu, a byłem tam zaledwie dwa razy. Latarnia jest ogromna i tego nie można podważyć żadnym argumentem. Nie zdążyłem zwiedzić jeszcze jego wszystkich zakamarków, a moja dusza nie pozostanie spokojna, jeżeli tego nie zobaczę. Tyle miejsc nieodkrytych! Tyle tajemnic! Przygód!
Byłem już prawie na miejscu, kiedy z daleka zauważyłem palącą się latarnię. No to ruszamy, co? – zapytałem samego siebie.
Idąc w stronę budowli, zauważyłem ruch. Cholera!
Nagle się odwróciłem i zjeżyłem sierść na karku. Nie lubię jak ktoś się za mną skrada. O wiele bardziej wolę rozmowę niż obserwację. Najwyraźniej nie wszyscy.
- Kim jesteś? - zapytałem ciemną postać stojącą w cieniu drzewa. W oczekiwaniu się w niego wpatrywałem, z coraz bardziej rosnąca wściekłością. Moje plany zrujnowane, a idiota najwyraźniej nie miało ochoty na rozmowę. Szkoda. - Bawimy się w króla ciszy?
Znów cisza.
(Ktoś? Może jakieś zaskoczenie?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz