wtorek, 17 maja 2016

Od Shibido

Nasza historie już znacie. Po oczywiście zapoznaniu się z alfa klanu wody, nie było żadnych problemów by stać się członkami potężnej watahy naszego żywiołu. Moja siostra - Stella - zapoznawała różne wilki, nie koniecznie z naszego klanu. Ja w sumie wolałem zapoznawać tereny. Nie jestem przyzwyczajony do towarzystwa. Tylko do siostry się odzywałem jak i dziadka który nauczył mnie kiedyś wszystkiego co teraz umiem. Kochałem wodę, więc czemu by nie przejść się na plaże. O tej porze zawodowo wieje, fale dosyć spore, nie za gorąco, słońca nie ma, chłodna woda , miękki piasek... idealnie. Nikogo nie było aktualnie, no... może jeden, z dwa wilki ale to daleeeko. Więc rozpędziłem się i wbiłem do morza. Przy płytkiej wodzie skakałem jak myszoskoczek, albo jak lis które chce wbić swój łeb w śnieg by zdobyć pożywienie. Gdy ledwo czułem piach pod łapami przestałem skakać ale pływałem jak piesek, a jak nie wyczułem podłoża machnąłem mocno ogonem podnosząc się trochę by szybko zanurkować. Woda była taka czysta, wszystko widziałem. Muszelki, kamienie , glony... Zrobiłem parę piruetów wokół siebie. Gdy byłem pod woda nie pływałem juk jak piesek, lecz bardziej przypominałem rekina, mój ogon idealnie robił za płetwę a łapy miałem blisko tułowia. Bez problemu mogłem oddychać pod wodą, skomplikowana czynność, ale no jednak daje rade. Doszedłem nawet do przecudnych stworzeń zamieszkujących pod kamieniami , w koralowcach czy nawet w długich glonach. Rybki zwłaszcza pływały najczęściej stadami. A że zgłodniałem, to polowałem jak rekin. Uchwyciłem wzrokiem ofiarę, następnie zszedłem nisko aż do podłoża, nie gubiłem wzroku z niedoszłej jeszcze ofiary. Tylnymi łapami wystartowałem odpychając się od dna, wystrzeliłem jak torpeda nabierając coraz to większej prędkości aż chwyciłem ofiarę w zęby, reszta ryb uciekło na boki a ja wynurzyłem się z jakies 3-4 metry nad taflą. Jeden obrót w okół siebie , pyszczek w dół, ciało w pion i powrót do wody. I tak oto miałem przekąskę. Szybciej wróciłem na brzeg niż dopłynąłem do miejsca. Problem w tym że zamiast wrócić w to samo miejsce przesunąłem się zbyt blisko innych wilków. Słyszałem w sumie bardzo dużo dźwięków pod wodą. Np. mocne uderzanie o tafle wody. Zdziwiłem się, co tak wali. Podpłynąłem tam nie wynurzając się. Ku moim oczom ukazała się wadera która próbowała nabrać powietrza. Lekko się podtapiała, a wpadła akurat w dość silny ciąg. I ta moja reakcja.. czy pomóc czy nie, no gapiłem się z parę sekund. Ale w końcu przewróciłem oczami i podpłynąłem do niej, swoim ciałem wypchnąłem ją na powierzchnie. Leżała na moim grzbiecie jak na delfinie. Mój pyszczek dalej nie opuszczał wody, trzymałem ciągle swoją rybkę mocno, powoli już prawie przestawała się ruszać. Futerko na grzbiecie co prawda było na powietrzu by wadera nie spadła. Gdy poczułem piach pod łapami już normalnie się wynurzyłem jak i wychodziłem z wody. Rozejrzałem się szukając suchej trawy. Trochę dalej pod drzewkiem było idealnie. Położyłem w pół przytomną waderę, a następnie strzepałem nadmiar wody z futra. Spojrzałem na towarzyszkę która wykaszliwała wodę z płuc. Zerknęła na mnie po chwili, podnosząc brew, za pewnie nie wiedziała kim jestem, w sumie nie dziwie jej się. Po chwili milczenia postanowiłem się po prostu odwrócić i zjeść spokojnie rybke... Wadera jednak zaczęła rozmowę...

<Jakaś Wadera?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz