- Nie przemęczasz się zbytnio ostatnimi czasy? - zapytał Invocto lekką kręcąc łbem.
Westchnąłem rozmasowując obolały łeb, faktycznie, ostatnio mało spałem. Nawet bardzo mało, całymi dniami siedziałem w bibliotece szukając czegoś na temat tej całej babki. Dowiedziałem się tylko tyle, że była siostrą mojego dziadka Maximusa, nic więcej. Nic na temat tego dokąd uciekła, z kim... i co zabrała. Nic na temat jej potomków. Właściwie to nawet napotkałem się na informację, że ona nie żyje. Ale ostatecznie nie było wątpliwości, to musiała być ona. Na owym testamencie widniała oryginalna, nie do podrobienia pieczęć Klanu Wody. Takich pieczęci było pięć. Ja osobiście jestem w posiadaniu trzech. Jedna z nich... jest gdzieś w tamtych terenach skąd pochodzi moja kuzynka, natomiast druga... sam nie wiem. W ciągu tych kilku pokoleń, działo się dużo rzeczy, kto wie, czy nikt jej nawet nie zgubił.
- Rhaegar? Słuchasz ty mnie w ogóle? - wilk pomachał mi łapą przed oczyma - Pytałem, czemu twoje łapy są całe czarne...
- Ach? Tak? Naprawdę? - spojrzałem na łapy, faktycznie, były całe w atramencie. Schowałem jedną z łap za plecy, jednak po chwili pomyślałem, że Alfie to nie przystoi więc wyprostowałem się - Spisywałem kroniki całą noc, widocznie musiałem się poplamić atramentem.
- A czy nie wystarczy Ci telekineza? Musisz tak długo pracować?
- Pracując całą noc, atrament łatwo rozchlapać - zaśmiałem się - Niestety, w Klanie dzieje się wiele rzeczy, a moje notatki muszą być bardzo dokładne... Nie chcemy żadnych niejasności dla przyszłych pokoleń.
Basior westchnął głośno, oznajmiając, że udaje się na kontrolę do innych wilków. Skłoniłem łbem w formie przyzwolenia i gdy tylko lekarz zniknął z mojej jaskini, skierowałem się do misy z wodą, w której obmyłem łapy. Po skończonym myciu, postanowiłem się przespacerować, w formie relaksu. Uwielbiałem te tereny, takie ciche, mroczne i wilgotne. W sam raz na samotne przechadzki, na ciche chwile w których musisz się porządnie zastanowić nad sobą. W dodatku chłód który ciągnął się od każdej rzeczki, strumyczka, oczka wodnego i tak dalej. Delikatna, pachnąca wodą bryza otulała wpierw moje futro, żeby wpaść do moich nozdrzy. Zaciągnąłem się przecudnym, słodkawym i delikatnym powietrzem z uśmiechem. Przeskoczyłem przez spróchniały, powalony konar lądując na piaszczystej górce, stąd był doskonały widok na kamienistą część plaży. Rozglądnąłem się, lustrując wzrokiem taflę morza. Już miałem zakończyć mój mały zwiad, kiedy natrafiłem wzrokiem na przemokniętą waderę. Nie była stąd. Pachniała ziemią, nie wodą, ziemią.
- Witaj - odezwała się melodyjnym, lekko roztrzęsionym głosem.
Zeskoczyłem w dół po kamyczkach, żeby się do niej dostać. W porównaniu do mnie, była o wiele drobniejsza, więc mogła się mnie nieco obawiać. Szczególnie, że nie była u siebie. Jej żółte oczy dokładnie mnie lustrowały, każdy mój krok, poszczególny ruch mięśni, była baczna. Przystanąłem w stosownej odległości, żeby mogła zachować chociaż odrobinę tej swobody.
- Jesteś z Klanu Ziemi? - zapytałem chociaż najpewniej znałem odpowiedź.
- Tak, jestem. - przytaknęła zastanawiając się pewnie, czy to coś zmieni.
Owszem, jeszcze do niedawna by nic to nie zmieniło, jednak jeśli Klan Ziemi jest w posiadaniu kogoś z mojej rodziny, chyba mogę nieco im podarować.
- To masz szczęście, bo gdybyś nie była, mogłoby to się inaczej skończyć wilku Ziemi - uśmiechnąłem się z lekką nutą sztuczności.
- Ach tak? - zapytała z zadziornym uśmiechem.
Odważna jest, jeszcze parę sekund temu miałem o niej inne wyobrażenie. Zamrugałem tępo oczyma, jednak po chwili wybuchnąłem głośnym, naprawdę za głośnym jak na Alfę śmiechem.
- No dobrze, dobrze. Możesz mi jednak powiedzieć ziemny wilku, co tutaj robisz? - przekręciłem łbem.
Tu był chyba ten moment, który przyprawił waderę o lekki wstyd, a może mi się tylko zdawało?
- Uciekałam przed niedźwiedziem i tak jakoś wyszło... było mi po drodze.
- Doprawdy? To ciekawą masz tą drogę - uśmiechnąłem się, tym razem już naprawdę rozbawiony - To może pozwolisz dzielny wilku, że Cię odstawię do Klanu? Nie martw się, potrafię dogadać się z miśkami.
Dotknąłem łapą tafli wody, która natychmiast znieruchomiała, fale po prostu opadły, jedynie przez kilka sekund na morzu było parę, pojedyńczych zmarszczek, które szybko zniknęły. Wskoczyłem na wodę, odbijając się delikatnie od jej tafli, teraz mogłem spokojnie po niej kroczyć bez zbędnego moczenia futra.
- Idziesz? Spokojnie, nie powinnaś wpaść pod wodę - skinąłem łbem zachęcająco.
( Yǒnggǎn? )
- Witaj - odezwała się melodyjnym, lekko roztrzęsionym głosem.
Zeskoczyłem w dół po kamyczkach, żeby się do niej dostać. W porównaniu do mnie, była o wiele drobniejsza, więc mogła się mnie nieco obawiać. Szczególnie, że nie była u siebie. Jej żółte oczy dokładnie mnie lustrowały, każdy mój krok, poszczególny ruch mięśni, była baczna. Przystanąłem w stosownej odległości, żeby mogła zachować chociaż odrobinę tej swobody.
- Jesteś z Klanu Ziemi? - zapytałem chociaż najpewniej znałem odpowiedź.
- Tak, jestem. - przytaknęła zastanawiając się pewnie, czy to coś zmieni.
Owszem, jeszcze do niedawna by nic to nie zmieniło, jednak jeśli Klan Ziemi jest w posiadaniu kogoś z mojej rodziny, chyba mogę nieco im podarować.
- To masz szczęście, bo gdybyś nie była, mogłoby to się inaczej skończyć wilku Ziemi - uśmiechnąłem się z lekką nutą sztuczności.
- Ach tak? - zapytała z zadziornym uśmiechem.
Odważna jest, jeszcze parę sekund temu miałem o niej inne wyobrażenie. Zamrugałem tępo oczyma, jednak po chwili wybuchnąłem głośnym, naprawdę za głośnym jak na Alfę śmiechem.
- No dobrze, dobrze. Możesz mi jednak powiedzieć ziemny wilku, co tutaj robisz? - przekręciłem łbem.
Tu był chyba ten moment, który przyprawił waderę o lekki wstyd, a może mi się tylko zdawało?
- Uciekałam przed niedźwiedziem i tak jakoś wyszło... było mi po drodze.
- Doprawdy? To ciekawą masz tą drogę - uśmiechnąłem się, tym razem już naprawdę rozbawiony - To może pozwolisz dzielny wilku, że Cię odstawię do Klanu? Nie martw się, potrafię dogadać się z miśkami.
Dotknąłem łapą tafli wody, która natychmiast znieruchomiała, fale po prostu opadły, jedynie przez kilka sekund na morzu było parę, pojedyńczych zmarszczek, które szybko zniknęły. Wskoczyłem na wodę, odbijając się delikatnie od jej tafli, teraz mogłem spokojnie po niej kroczyć bez zbędnego moczenia futra.
- Idziesz? Spokojnie, nie powinnaś wpaść pod wodę - skinąłem łbem zachęcająco.
( Yǒnggǎn? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz