piątek, 27 maja 2016

Od Artiego cd. Breeze

Wadera grała mi na nerwach. Przewróciłem oczami, po czym popatrzyłem w jej ciepłe, zielone oczy. Pięknie zlewały się z kolorem lasu. Szkoda tylko, że wyrażały głęboki sprzeciw wobec mojej osoby oraz pałały pewnością siebie i nieugiętością. Domyśliłem się, że jest to podobny typ do mnie: nie odpuści, jeżeli sobie postanowiła.
„ Nie mogę uciec” – nie brzmiało to jako informacja, prędzej przybrało formę potwierdzenia i wiadomości, którą muszę zaakceptować czy tego chcę, czy nie. Nie podobało mi się to. Smukła wadera wyraźnie mną manipulowała, odwracając wszystko w swoją stronę. Może i robiła to w dobrych intencjach – nie chciała, aby ktoś brał winę za nią. Jednak mimo to nie podobała mi się jej postawa, ponieważ to ja postanowiłem jej uratować życie przed rządnych krwi wodnistych wilkami, a teraz zwyczajnie oczekuje ode mnie tego, że się wycofam.
Wadera nie może liczyć na litość u naszego Alfy. Tak samo również typ Headlessa na pewno nie pozwoli, by wadera spokojnie odeszła w swoją stronę. Darkness wykorzysta waderę do swoich nieczystych planów przeciwko Klanie Wody, a potem ją zabije prowokując Wodę do zemsty. Później oczywiście powie, że Woda zaczęła się zachowywać agresywnie, a jej śmierć zostanie utajniona, więc nikt prócz najbliższych osób z okolicy Alfy nie będzie miał dostępu do informacji, czy wodnista żyje.
Ja natomiast jestem w lepszej sytuacji: w najgorszym scenariuszu czekają mnie okropne męki, ale jednak przeżyję. Darkness nie pozwoli sobie na utratę członka, a prędzej czy później wojna między ognistymi i wodnistymi wybuchnie. Darkness nie będzie tak okrutny dla własnego członka, chociaż nie można powiedzieć, że ujdzie mi to na sucho.
Znów spojrzałem na waderę, tym razem z zaciekawieniem, ale też z pogardą.
- Czy masz mi coś jeszcze do powiedzenia? – zapytałem samicy, która po tym pytaniu zaczęła się wpatrywać w moje błękitne oczy, jakby nie wiedziała co odpowiedzieć. Kiedy już się przygotowywała do odpowiedzi, przerwałem jej – Mam nadzieję że nie.
- Obawiam się, że się mylisz – zaczęła znów się opierać.
- Obawiam się – przerwałem jej – że nie znasz powagi sytuacji. Nie oszukujmy się, wyglądasz na szczeniaka, który niedawno odkrył swoje umiejętności. Być może są lepsze od moich, jednak mimo to uważam, że nie zasługujesz na koniec, jaki już się dla nas obojga szykuje. Jeżeli zamierzasz pójść do Darknessa i prosić o wybaczenie, nie będzie to odkrywcze jeżeli spotkasz się z odmową. Natomiast ja będę mógł mieć poważniejsze kłopoty, niż kiedy mi „przypadkowo” uciekniesz.
- Czyli mam twoim scenariuszem zachować się jak tchórz i uciec? – zapytała wadera, która teraz wyraźnie uznała moje słowa za absurd. Ani ja, ani ona nie zgadzaliśmy się z naszymi myślami.
- Jeżeli pójdziemy twoim scenariuszem, to ja zachowam się jak tchórz, zmywając się gdy ty dostaniesz karę – odpowiedziałem równie bezczelnie jak ona. Zresztą, po co ja z nią dyskutuję? Dawno mogłem postąpić inaczej. Wziąłem głęboki wdech.
Stoimy w miejscu. Ani ja nie ustąpię, ani ona nie zamierza tego zrobić. Czyżby nie pozwalała nam na to nasza osobista duma? Być może. Teraz zaczynam zauważać minusy tej cechy charakteru, gdy spotykają się dwa wilki o takim usposobieniu. Niesamowite w jak beznadziejnej sytuacji się znajdujemy. Oboje będziemy dążyć do naszego celu, a w tym wszystkim najgorsze jest to, że nie możemy iść tą samą drogą, ponieważ się prawdopodobnie spotkamy. Westchnąłem.
- W takim razie – zacząłem twardo – idź gdzie chcesz. Skoro nie idziemy w jedną stronę, to równie dobrze możemy teraz się rozejść
- Zaprowadź mnie do Alfy – odpowiedziała szorstko, przeszywając mnie wzrokiem. Nic sobie z tego nie zrobiłem, ruszyłem w przeciwnym kierunku od wadery, nie odwracając się za siebie.
- Idź swoją drogą. Nie chcę cię tutaj więcej widzieć – warknąłem i skoczyłem w krzaki, zostawiając waderę w lesie pozostawioną samą sobie.
Byliśmy już blisko głębi lasu, jednak nie na tyle aby się zgubić. Znam te tereny. Przynajmniej teraz wiem, jak bardzo przydały mi się te wszystkie „spacery” w tajemniczym lesie. Działo się tutaj naprawdę dużo, a niekiedy udawało mi się w pojedynkę coś upolować. Ogniści są egoistami, którzy wciąż myślą tylko o sobie i swoich przyjemnościach. Nie liczę nawet na to, że podczas wspólnego polowania dostanę część. Zwykle rzucam się na jedzenie jak każdy głodny wilk, niekiedy udaje mi się całkiem duży jak na ognistych zdobyć kawał mięsa.
Do moich uszu dobiegł szelest liści. Stanąłem, po czym rozejrzałem się po okolicy. Wkrótce, kiedy stwierdziłem, że nikogo w okolicy nie ma ruszyłem dalej. Być może wiał lekki wiaterek, więc szelest liści jest jak najbardziej na miejscu. Co innego, gdyby dzisiejszy koniec dnia był bezwietrzny.
Jakiś czas później moje przekonania zostały potwierdzone, mimo przekonania o wietrze. Znów usłyszałem dźwięk, tym razem niefortunny skok na gałązkę, która z delikatnym hukiem pękła. Uśmiechnąłem się lekko na ten dźwięk. Moje przypuszczenia właśnie zostały potwierdzone, a to wróżyło bardzo wiele przyjemnych rzeczy, które pójdą po mojej myśli. Nie zatrzymywałem się, wciąż parłem na południe.

(Breeze?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz