Pożegnałam się z wilkiem który odprowadził mnie do jaskini i tu jak na razie nasza przygoda miała się zakończyć. Weszłam w głąb wilczej jamy, gdzie widoczne było wiele oryginalnych skarbów takich jak kolorowe kwiaty zdobiące wnętrze, a także zbiór ksiąg, kamieni, jakiejś starej biżuterii i innych świecidełek. Wydaje mi się że jak dopiero ,,po przeprowadzce'' do nowej jaskini, to było tu już całkiem sporo rzeczy. No cóż.
Ułożyłam się na swoim legowisku w rogu kamiennego pomieszczenia, postanawiając trochę odpocząć. Oczy same zaczęły mi się kleić i szybko zasnęłam.
|Sen|
Byłam na wielkiej polanie, tak olbrzymiej, że z żadnej strony nie było widać ani jednego drzewa. Wyjątkiem było to, pod którym się znajdowałam. Wstałam powoli na równe nogi i rozejrzałam się z lekkim zdziwieniem, ale i zaciekawieniem. Ruszyłam wolnym krokiem przed siebie, wgłąb ,,pustkowia'' trawy i kwiatów. Czułam się dziwnie obserwowana, ale nie wiedziałam jak i skąd. Zatopiłam łapy w wyższej, ciemniejszej trawie, z której biła miła wilgoć. Nagle usłyszałam głośne wycie, a po chwili zauważyłam za sobą stado około dziesięciu dorosłych wilków. Zaczęły biec w moją stronę i chyba nie były zadowolone z mojej obecności. Zerwałam się do ucieczki, chociaż miałam wrażenie że wilki są o wiele szybsze i z łatwością mnie doganiają. Tak też było. Po krótkiej chwili, aż sama nie wiem jak to mogło się stać, znalazłam się przygnieżdżona do ziemi silnymi wilczymi łapami.
|Przebudzenie|
Od razu obudziłam się cała roztrzęsiona, dopiero po chwili zauważając że jestem w swojej jaskini. Uspokoiłam się więc i podniosłam, mając zamiar udać się do jeziorka aby trochę odświeżyć. Było akurat niedaleko. Kiedy ochłonęłam postanowiłam zapolować na coś do jedzenia i ruszyłam szukać jakiegoś tropu. Trafiłam na woń samotnej sarny na niewielkiej polanie dlatego się na nią zaczaiłam w krzakach.
Stała blisko, wystarczyło tylko dobrze się przygotować. Skupiona byłam tylko na tej jednej czynności. Sarna uniosła łeb rozglądając się. Wyskoczyłam na nią robiąc jej zadrapanie na boku, ale ta zaczęła uciekać. Nie chciałam stwarzać jej dużo bólu więc miałam zamiar szybko zakończyć jej cierpienia. Wbiegłam za nią do terenów leśnych i skoczyłam by odbić się o drzewo, następnie powalić zdobycz i zadać cios ostateczny.
Już miałam zatopić w niej swoje kły, już miałam poczuć smak krwi w paszczy, ale wylądowałam niespodziewanie na dwukolorowym wilku, głucho warcząc w jego ucho. Zamrugałam ze zdziwienia żółtymi oczyma i zerknęłam w stronę uciekającej już w oddali sarny, starając się zanalizować całą sytuację. Zaraz zeszłam z basiora, zauważając że to Rhaegar.
Odchrząknęłam.
- No, tak. Cóż. - odezwałam się błądząc wzrokiem po ziemi w nadziei na znalezienie szybkiego wytłumaczenia, chociaż wilczur raczej był świadomy jak to się stało. Otrzepałam się. Zrobiło mi się trochę głupio. - znowu się widzimy. - w końcu uniosłam na niego oczy i wyszczerzyłam się w uśmieszku. Naprawdę nie spodziewałam się tego, jak to się stało, że w ogóle nie wyczułam go nigdzie w terenie? Czyżby moje moce osłabły? Chyba to trochę mało prawdopodobne. Bardziej racjonalne jest to, że po prostu skupiłam się za bardzo na samej zwierzynie, a nie na terenie, który za nią przemierzałam.
- Nic Ci nie jest? W końcu chyba dosyć mocno w ciebie uderzyłam, skoro udało mi się przewrócić na ziemię większego ode mnie basiora. - odparłam rozbawiona trochę tą całą sytuacją. Raczej nic mu nie było, ale był w końcu Alfą Klanu Wody, więc zadałam to pytanie bardziej z szacunku.
- Nie, oczywiście że nie. Jednak muszę przyznać że jak na waderę jesteś silna. - uśmiechnął się do mnie wstając i się otrzepując. Trochę się rozluźniłam, widząc że nie jest za to zdenerwowany.
( Rhaegar? xD )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz