piątek, 20 maja 2016

Od Darkness'a do Rhaegara

Gdy tylko znalazłem chwilę wolnego czasu od razu wzbiłem się w powietrze i niczym strzała poleciałem w kierunku lasu za terenem klanów, gdzie widziałem ową, przypominającą Kilan, waderę. Myślałem, że jeszcze ich tam spotkam. Mimo iż minęło kilka godzin nie chciałem tracić nadziei na ponowne zobaczenie się ze starą przyjaciółką. Niestety przez kompletne zamyślenie przeleciałem obok siedliska kanibali, nie zauważając go. Dopiero po paru chwilach zrozumiałem gdzie jestem. Zniżyłem lot i możliwie najciszej jak potrafiłem wylądowałem w lesie. Zgarbiłem się nieco i uniosłem skrzydła do góry. Uważnie nasłuchiwałem jakichkolwiek odgłosów walki lub rozmowy, ale niestety nic nie było słychać. Czułem tylko narastającą, przytępiającą zmysły ciszę. Wychodząc z lasu nawet nie podnosiłem głowy. Po okolicy rozchodził się zapach zastygającej krwi. Nagle jedno z ciał dawnych kanibali poruszyło się. Potężny basior z rozprutym brzuchem słabo oddychał, a z jego rany wylatywała jasna krew. Bingo. Okrążyłem go, a on bardziej ożył i z przerażeniem zamrugał szybciej starając się śledzić mnie wzrokiem.
- Czy to już czas na mnie? - wyszeptał niemalże bezgłośnie, a gdy uchylił pysk po kąciku jego ust spłynęła cienka strużka szkarłatnej krwi
- Czyżbyś czekał na śmierć? Mojego starego kumpla? - zaśmiałem się szyderczo unosząc głowę dumnie do góry - Niestety będę musiał Cię rozczarować, ale chyba mu się po ciebie nie spieszy…
Okrążyłem go po raz kolejny spoglądając na jego wychodzące z brzucha wnętrzności. Jego przestraszone serduszko wyglądało jakby chciało mocniej i szybciej zabić, ale miało już na to sił. Pora zakończyć ten cyrk, jeszcze go ktoś uratuje i „przechytrzy śmierć”.
- Mógłbym zakończyć twój marny żywot szybko i w miarę bezboleśnie, ale nie mam na to dziś humoru. - stwierdziłem chwytając go mocno za szyję i unosząc tak by spojrzał mi prosto w oczy
Powoli zawężałem ucisk, a moje ostre pazury rozdzierały jego cienką skórę. Basior zaczynał powoli przymykać oczy, ale zrobiłem znudzoną minę i od razu go puściłem.
- Przecież powiedziałem, że nie pozwolę Ci za szybko odejść z tego świata. Lepiej nie lekceważyć moich słów. - powiedziałem, po czym zniżyłem się i jednym szybkim ruchem szczęki złamałem mu łapę w najbardziej bolesnym miejscu
Uśmiechnąłem się po części widząc, że wilk starał się jak najszerzej otworzyć oczy.
- A teraz gadaj, w którą stronę udała się uskrzydlona wadera? - zapytałem aż za miłym głosem
Nie odpowiadał tylko wpatrywał się we mnie upartym wzorkiem. Czemu Ci najbliżej spotkania z kosiarzem są aż tak irytujący. Współczuje mu tej roboty, ja już bym miał nerwy zszarpane. Z powrotem uniosłem wilka robiąc mu rany tym razem bliżej klatki piersiowej.
- No słucham - powtórzyłem ostro
- Na zachód - wycharczał przez zalane krwią gardło nie poruszając nawet wargami
- Grzeczny wilczek - zadowolony lekko odłożyłem go na ziemię
Nie myślałem, że pójdzie aż tak łatwo. Spojrzałem na niego po raz ostatni. A co tam, trochę mi humor poprawił przynajmniej przed swoim końcem.
- No dobrze, pomogę Ci - powiedziałem spoglądając mu w oczy
Wiedziałem, że wszystko mu obojętne, ale na pewno ulży mu, jeśli to zrobię. Bez najmniejszego zawahania wetknąłem moje dwa pazury pomiędzy jego połamane żebra. Sprawnym ruchem wbiłem je w jego serce i przekręciłem. Nawet się nie poruszył, po prostu odszedł. Wytarłem o zasuszoną trawę moje mokre od krwi pazury i ruszyłem na zachód. Jednak dosyć późno wyruszyłem z klanów, więc zaczynało się już robić dosyć chłodno, a słońce chowało się za nieboskłonem by zrobić miejsce księżycowi. Wyglądało na to, że ta mała grupka nie chce na siebie zwracać uwagi na terenie kanibali, bo w obrębie paru kilometrów nie było widać ani jednej strużki dymu na ciemnym niebie. Zrezygnowany zacząłem wracać, gdy przestawałem czuć łapy. Nie pomyślałbym, że noce nadal mogą być aż tak zimne. Miałem jednak dosyć daleko do klanu. Najbliższy był Klan Wody. W sumie nigdy tam nie byłem odkąd panuje tam nowa alfa. Z tego co pamiętam nazywał się.. Rhaegar, albo coś w ten deseń. Chciałem jak najszybciej wrócić do  mojego ciepłego, suchego klanu, gdy nagle złapała mnie niezła ulewa. Nie byłem w stanie za dużo przelecieć, więc postanowiłem zatrzymać się na najbliższym lądzie. Niestety w Klanie Wody mniej wilgotno niż w tej ulewie nie było. Ale zawsze lepsza nocka na drzewie niż w morzu. Wspiąłem się na jakąś skałę usytułowaną pod rozłożystym drzewem. Wbrew pozorom zasnąłem niezwykłe szybko.
~
Gdy się obudziłem słońce właśnie wstawało. Mimo iż powinienem wrócić do własnego klanu jakoś nie za bardzo chciało mi się ruszyć tyłek. Przekręciłem się jedynie na drugi bok, gdy zauważyłem wychodzącego z jaskini. W sumie to pasował nawet z wyglądu do opisu tutejszej alfy. Hm.. kto tam wie. Leniwie się przeciągnąłem ziewając, po czym powoli wstałem kierując się do niego.
- Kim jesteś? - zapytał ostro jednocześnie szykując się do skoku
No bez przesady, nie mam ochoty na walkę, a tym bardziej na wojnę. Wolę się wygrzewać w słoneczku na kamieniu niż mordować kolejne żywe istoty. Chociaż nie powiem, kusząca propozycja, ale jednak sen wygra nad wszystkim.
- Spokojnie. Nazywam się Darkness. Zakładam, że to ty jesteś alfą Klanu Wody? - (sam nie jestem pewien czy to było stwierdzenie czy zapytanie, więc pozostawmy to bez komentarza)

(Rhaegar? Chciałam dobić do tysiaka, ale mi nie wyszło :c)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz