czwartek, 26 maja 2016

Od Darkness'a c.d Serenity

Ta wadera grała mi na nerwach. Nie dość, że ranna i wychudzona to jeszcze pyskuje. Pewnie jeszcze wydaje jej się, że tym lekkim klepnięciem mnie w podbródek i delikatnym pchnięciem w żebra sprawiła, że się zdezorientowałem. Jeszcze czego. Poza tym niby czemu nie miała być szpiegiem. W końcu wysłanie bezbronnej wadery lub sprytnego szczeniaka na zwiady to najlepszy i najbardziej podstępny pomysł. Przecież nie bez powodu to przez małe dzieci w horrorach mamy największe ciarki. Większość osób zawsze chętnie pomaga i przyjmie w swoje progi takiego zagubionego wilczka, pokaże mu wszystko, zdradzi sekrety, a potem, gdy ten wilczek nagle wyparuje to się dziwi jakim cudem wrogi klan zna wszystkie jego słabe punkty. Jeszcze ten staruszek, ciekawe co by powiedziała o Zefirze gdyby go poznała. To dopiero jest wilk w podeszłym wieku, czego po nim tak naprawdę w ogóle nie widać. W sumie… jak jej tak prędko do walki nawet w takim stanie to czemu nie dać jej szansy.
- Wadera, dwa lata, wilk ognia, imię Serenity. Zadowolony? - zwróciła się do mnie, jakby lekko znudzonym tonem
No ładnie, jeszcze żywioł ognia ma. Idealnie. Ale za tą ignorancję.. może się troszkę pobawię? W końcu i tak nikt nas nie widzi. A nawet jeśli ucieknie i rozgada wszystkim to i tak wiele to nie zmieni, bo wszyscy i tak nie przepadają za tym klanem. Z lekkim uśmiechem usiadłem przed nią wyprostowany, po czym jednym z pazurów podniosłem jej pyszczek w moją stronę. W ułamek sekundy przesunąłem pazury dalej i w mocnym uścisku zamknąłem jej delikatną szyję. No cóż, trochę za cienka skóra, często po walkach będzie ją trzeba szyć. Ta cała Serenity ledwo łapała powietrze, ale mimo wszystko próbowała mnie kopnąć. Udało jej się to, ale ledwo to poczułem, a widziałem, że włożyła w to resztki swoich sił. No dalej wykrześ z siebie coś jeszcze, bo to robi się powoli nudne. Dobra, nie będę jej aż tak straszyć, bo jeszcze mi się wykrwawi, a z takiego wątłego ciałka dużo pożywienia nie będzie. Westchnąłem i odłożyłem ją z powrotem na ziemię. Przez dłuższą chwilę łapała oddech, a gdy tylko to się jej udało obrzuciła mnie wściekłym spojrzeniem.
- Leż spokojnie - powiedziałem pod nosem podchodząc do niej od boku
Nie wiem co sobie myślała, ale patrzyła na mnie jakbym był jakimś niewyżytym basiorem. Ech.. niektórzy to jednak są inni. Delikatnie wczołgałem się pod nią i szybko wstałem, tak żeby nie miała nawet moment na zastanowienie. Zaczęła się wiercić i mnie podgryzać.
- Weź się uspokój, powalczymy sobie jak będziesz w lepszym stanie - powiedziałem, ale nie wiele mi to dało
Nadal się wierciła zalewając moje futro swoją jaskrawą krwią.
- Jak zlecisz ze mnie to Cię tu zostawię, jakoś specjalnie mi nie zależy na rozwydrzonej waderze, która nawet nie da sobie pomóc. - warknąłem cicho
Po dłuższym zastanowieniu jakby zrozumiała, że póki co nic nie knuje i oparła już spokojniej głowę o mnie.
- Mogę sama chodzić, odstaw mnie na ziemię. - wymamrotała pod nosem niezadowolonym tonem
Westchnąłem zrezygnowany. Po co ja ją w ogóle ratuje. Niech sobie tu zdycha, będzie o jednego irytującego wilczka mniej na tym świecie. Rozłożyłem skrzydła i lekko wzbiłem się w powietrze. Serenity podniosła głowę i zaczęła się uważnie rozglądać.
- A sama też polecisz? - zakpiłem z niej
- Gdzie mnie zabierasz? - warknęła gryząc przy tym moje ucho
- Nie odpowiada się pytaniem - odparłem, nawet fajnie się ją tak irytuje. Po chwili spoważniałem i dodałem - Tam gdzie będę mógł się opatrzeć te rany
Przez dłuższy nadal się wierciła nie wiedząc co ze sobą począć, po czym ponownie się wygodnie ułożyła na moim grubym futrze. Tak się zastanawiam.. Dobrze, że mam żywioł ognia, bo inaczej ugotowałbym się w zimowym futrze latem na naszej pustynnej łące. Ten plus, że przynajmniej wygodnie mi się śpi. Leciałem dosyć szybko, ale nie na tyle by Serenity mogła się ze mnie ześlizgnąć i spaść na twardą taflę wody pod nami. Nie byliśmy jakoś specjalnie daleko od klanów, więc kilka minut później byliśmy już nad Klanem Ziemi. Wadera wyraźnie się nim zainteresowała.
- Co to za wyspy? - spytała spoglądając w dół
- Klan Ziemi, a zmierzamy do Klanu Ognia - odparłem spokojnym tonem
- To coś jak watahy? - zapytała kierując wzrok na mnie
- Można tak powiedzieć
Przez resztę drogi już się nie odzywała. Była zapatrzona w zieleń lasów pod nami. Nie marudziłem, bo przynajmniej się jakoś specjalnie nie wierciła. Po chwili szybowaliśmy nad pustynią Klanu Ognia. Cały czas, ale bardzo powoli obniżałem lot by wreszcie wlecieć do kanionu i zatrzymać się przed Sythe. Serenity uniosła wzrok i przyglądała się przez moment budowli. Wniosłem ją po schodach i zaniosłem do mojego mieszkania. Położyłem się na ziemi by mogła ze mnie zejść. Ledwo się trzymała na nogach, musiała stracić dużo krwi.
- Połóż się na tych futrach, ja zaraz wrócę - oznajmiłem i wyszedłem z pokoju
Poszedłem do sąsiedniego pokoju. Miałem tam trochę liści, które świetnie goją rany i napar z różnych roślin, które pomogą jej przywrócić dawną ilość krwi. Zabrałem ze sobą też parę bandaży i  miskę wody żeby ją opatrzyć.
(Serenity? Co robisz w drugim pokoju?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz