wtorek, 24 maja 2016

Od Rhaegara c.d Abitriany

Byliśmy już blisko wejścia do świątyni, kiedy to wadera się zatrzymała. Swoje spojrzenie cudnych oczu wpatrzyła w drzewo, na którym był jeden z rysunków z kręgiem bogów. Zaciekawiony aż sam podszedłem, żeby po raz kolejny ujrzeć to ciekawe zdobienie drzewa.
- Po środku jest Sun i Moon - wskazałem na dwa wilki - Teraz idąc za wskazówkami zegara. Times, Sky, Flash, Fire, Water nasza patronka, Gaja, Snow i Galaxy. Może nie znasz wszystkich ale nie martw się, zawsze mogę ci pożyczyć moje księgi, jest w nich wszystko - uśmiechnąłem się do wadery - to co? wchodzimy do środka?
Wadera przytaknęła, idąc za mną coraz bardziej zaciekawiona tym wszystkim. Wejście do świątyni było wielkie, chociaż lekko przekrzywione to nadal piękne i ogromne. Wnętrze było jednak nienaruszone, ogromna, wszechstronna sala w której się modliliśmy. Dalej setki pomieszczeń, każdy niby podobny, a jednak różny. Nadal ubolewamy nad tym, że większość wody jest zalana niebiańskimi wodami - są to wody, które nie da się poruszyć nawet dysponując ogromną wiedzą na temat żywiołu wody. Jednym słowem, komnaty zostały najpewniej zalane przez samą Water, najwidoczniej skrywane są tam niezwykłe tajemnice. Nawet moja umiejętność oddychania pod wodą, nie działa tutaj. Już nie jeden fanatyk utopił się w tych wodach. Jednak nie trzeba było chyba straszyć wadery i tak nie dojdziemy aż tak daleko.
 - Wszystko tutaj... wygląda tak inaczej - wadera spojrzała na błękitne ściany ozdabiane perłami.
 - Też miałem taką minę, kiedy wprowadzono mnie tutaj po raz pierwszy. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Wraz z rodzeństwem wprowadził nas tutaj kapłan, za nami byli nasi rodzice, dumni i silni. Wiele bogactw zniknęło stąd prawie dwa lata temu... jednak nadal wszystko prezentuje się niesamowicie. Trzeba się pochwalić tym, że dalsze komnaty już są pozostawione w takim stanie, w jakim były tysiąc lat temu. Daleko nikt się sam nie zapuszcza, no chyba, że Alfa.
 - To może też zaprowadzisz mnie nieco dalej, co? - wadera spojrzała na mnie tymi swoimi spokojnymi, zielonymi oczyma wyczekująco.
 - Przykro mi, nie mogę poprowadzić Cię do samego końca, ale kilka pomieszczeń chyba możemy zobaczyć.
Wadera była nieco zawiedziona, jednak ostatecznie przystała i na to. W sumie, to nie miała wyjścia, musiała się mnie słuchać. Przeszliśmy do następnego pomieszczenia, z ogromną rzeźbą Water i malutkim ołtarzykiem obok. Wiszące ze ścian kadzidła zostawiały za sobą słabe strużki dymu, jednak intensywny, specyficzny zapach. Zapach typowy dla miejsc świętych. Przez chwilę obchodziliśmy salę i w między czasie opowiadałem waderze o dziejach Klanu. Nie wiem w sumie czy ją to ciekawiło, jednak takie tematy były dla mnie czymś pięknym.
- Chyba mówiłeś, że ta sala miała być ostatnią... a idziemy do jeszcze jednej.
- Tym razem to naprawdę będzie ostatnia sala... dalej bezwzględnie nie wolno iść, to niebezpieczne.
Wadera cicho westchnęła, jednak kiedy zobaczyła coś nietypowego, nawet jak na to miejsce. Przystanęła głęboko zszokowana. Wielka ściana, wykonana z niebieskich diamentów oraz gdzie nie gdzie szafirów, odbijała od siebie delikatny, prawie niewidoczny blask wody, falującej parę pomieszczeń dalej. Faktycznie, za daleko poszliśmy. Wadera zwiedziona tym widokiem, podeszła bliżej, żeby móc uchwycić w pełni widok kamieni. Sam ruszyłem w ślad za nią, ostrożnie stawiając łapy, miałem jakieś złe przeczucia, jednak nie wiedziałem dlaczego. Nim doszedłem do wadery, podłoga się zatrzęsła a następnie pękła. Wadera zniknęła w czeluściach mroku.

(Abitriana? Gdzie Cię wywiało? XD)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz