Wspaniała muzyczka, która nie oddaje klimatu opowiadania, ale niech już sobie tutaj będzie.
~
Spojrzałem na ojca przerażonym spojrzeniem, swoich spłoszonych oczu. Wraz z Norą, leżeliśmy wtuleni w miękkie futro matki, jedynie Viser starał się być opanowany z naszej trójki. Chociaż kiedy zachowywał powagę, wyglądał naprawdę żałośnie. Mały, koślawy szczeniak z trzęsącymi się łapami. Jego warkot przypominał raczej popiskiwania. A oczy co chwilę były przytłumione i przerażone, jeszcze bardziej od moich. Chciał podejść do matki, chciał ale nie mógł. To znaczy mógł, ale kim byłby w oczach ojca? Kolejną tchórzliwą kulką, taką jak my.
W oddali słyszałem wrzaski, kłótnie i ogólne zamieszanie. Ktoś się z kimś gryzł, szczenięta płakały, jakaś wadera krzyknęła rozpaczliwie z bólu. Z oczu Nory zaczęły spływać łzy, matka, Liseya zlizała jej słone łzy. Coś uderzyło o ścianę naszej jaskini, sprawiając, że aż się skuliłem.
Ojciec zamachnął się swym długim, szarym ogonem po czym wyszedł skinąwszy łbem na strażników. Jego partnerka a moja matka, chciała coś powiedzieć, ale nie odważyła się. Nie miała nic do gadania. Od wczoraj było już wiadome, że Herb straci władzę. Wilk jednak, był zbyt dumny, żeby to przyjąć do wiadomości. Nienawidził go niemal cały Klan. Kiedy zniknął z jaskini, przez chwilę był spokój. Widocznie próbował ich uspokoić, jednak nagle wszystko wybuchło. Wrzaski, wycia były jeszcze głośniejsze niż przed chwilą. Wiele wilków popiskiwało z bólu, inne się gryzły. To wszystko trwało parę minut, po tym czasie kilka wilków wpadło do jaskini. Jeden ze strażników, odepchnął szarżę natomiast drugi nas wyprowadził. To co ujrzeliśmy, było najgorszą rzeczą jaką widziałem w całym swoim życiu.
Herb, cały poraniony, z rozszarpanym bokiem, lał wszystkich swoim wodnistymi biczem. Kiedy wbiegaliśmy na wzgórze, przystanąłem zmęczony, żeby jeszcze przez chwilę popatrzeć na walczącego ojca. Był to jednak mój błąd, w momencie kiedy na niego spojrzałem, jakiś wilk rzucił się na jego kark, pozbawiając go życia. Chociaż stałem daleko od całego zamieszania, nawet tutaj słyszałem trzask łamanych kości.
Zapewne zdążylibyśmy uciec, gdyby nie moja matka która krzyknęła żałośnie, widząc drętwe ciało swojego męża. Wielki Alfa został pokonany, więc zamieszki powinny zostać przerwane. Jednak żyła jeszcze jego rodzina, dlatego wszystkie wilki, rzuciły się za nami w pogoń. Nie zdołaliśmy uciec, dopadli nas kilka minut później. Odciągnęli nas od matki, która została zaciągnięta w krzaki. Słyszeliśmy jej krzyki oraz śmiechy basiorów, po trzech minutach, może nawet dziesięciu... albo nawet i po godzinie, wszystko ucichło. Wilki wyszły, odsłaniając to, co działo się tuż przed nami. Nasza matka, najukochańsza matka, leżała cała we krwi, tępo wpatrując się w pień drzewa. Teraz nawet już Viser zaniósł się płaczem. Dlatego jego pierwszego zabili, był dla nich najgroźniejszy, mógł dojść do władzy. Zaraz po nim zginęła moja siostra Nora.
Widok martwych, płaczących szczeniaków jest okrutny, szczególnie, jeśli jest to twoja rodzina. Zacząłem się odsuwać, aż plecami natrafiłem na twardy pień drzewa. Wilki szczerzyły kły, a ja krztusiłem się łzami cicho błagając o życie.
Nagle wszystko wybuchło, pierwsze trzy wilki stojące najbliżej mnie, odleciały daleko do tyłu, tracąc swoje kruche życie, zderzając się z kamieniami. Błękitny, długi smok prychnął dymem, szczerząc swoje długie kły ociekające czarną, jadowitą śliną. Wszystkie wilki cofnęły się, smok, służący od samego początku wszystkim Alfą, spojrzał na mnie spokojnie. Spojrzałem na niego jeszcze bardziej przerażony, zje mnie? Wprawdzie ten smok miał obowiązek strzec Alfy... ale czemu pozwolił zginąć mojemu ojcu... mojemu bratu który był następcą? Kim ja jestem w porównaniu do nich...
Nagle wszystko wybuchło, pierwsze trzy wilki stojące najbliżej mnie, odleciały daleko do tyłu, tracąc swoje kruche życie, zderzając się z kamieniami. Błękitny, długi smok prychnął dymem, szczerząc swoje długie kły ociekające czarną, jadowitą śliną. Wszystkie wilki cofnęły się, smok, służący od samego początku wszystkim Alfą, spojrzał na mnie spokojnie. Spojrzałem na niego jeszcze bardziej przerażony, zje mnie? Wprawdzie ten smok miał obowiązek strzec Alfy... ale czemu pozwolił zginąć mojemu ojcu... mojemu bratu który był następcą? Kim ja jestem w porównaniu do nich...
- Wy, którzy sprzeciwiliście się swoim Alfą, powinniście spłonąć w ogniu właśnie w tym oto momencie. Jednak bogini Water dała wam ostatnią szansę. Ci, którzy chcą odejdą stąd już na wieki wygnani z tych terenów. A Ci, którzy zostaną, będą chwalić Rhaegara jako swego nowego Alfę.
- Tego szczeniaka!? - krzyknął wilk, który dwa dni później skoczył z klifu.
- Tego szczeniaka!? - krzyknął wilk, który dwa dni później skoczył z klifu.
- Będę go szkolił, dopóki nie osiągnie pełnoletności, po tym czasie, odejdę z Klanu i przyłączę się do wędrownego klanu smoków, który przebywa w pobliżu. Tym samym zawiążemy sojusz między smokami i mniejszą grupką chimer... - smok warknął - Ci którzy chcą odejść, niech zrobią to właśnie teraz. Dosyć przelewania tej krwi.
~
Po tym wszystkim, ponad połowa Klanu odeszła w poszukiwaniu nowego domu. Sam zostałem w Klanie z nieliczną garstką, były to raczej wilki młode, sieroty których rodzice zginęli w czasie walki, nie mające dokąd pójść. Bądź też wilki zbyt stare, by iść gdziekolwiek. Tak więc Klan pozostał słaby. Przetrwaliśmy tylko dzięki smokom, które nam pomagały i nas szkoliły. Mnie szkolił Szere, smok nauczył mnie wszystkiego, począwszy od etykiety i historii, kończąc na magii i walce. W dniu, kiedy wybiły moje drugie urodziny i zyskałem pełnoletność, smok opuścił Klan, zostawiając mnie silnego i wykształconego. Byłem gotowy do zostania nową Alfą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz