- Sombre no chodź! - szybko skierowałem się w stronę wilczycy udając się z nią w stronę gór
- Ten wilk mnie nie lubi? - spytałem podchodząc do wadery z powrotem przekręcając głowę w przeciwną stronę
- Nie, po prostu... - urwała Lydia, po chwili namysłu popchnęła mnie pyskiem do przodu - Chciałeś się nauczyć polować tak? Więc pierwsza zasada, nie rozpraszaj się. No chodź już, bo noc nas zastanie.
~ ~Około rok później~ ~
Po śmierci Lydi zostałem sam. Nie miałem innej rodziny, ani nie miałem znajomych wilków w watasze. Nie byłem już szczeniakiem, więc nikt nie musiał się mną zajmować. Dzięki temu mogłem spędzać cały dzień w jaskini nie wychodząc z niej. Przez to wyglądałem tak, jak wyglądałem. Byłem wychudzony, sama skóra i kości. Nawet szamance nie udało się mnie zachęcić do jedzenia, jedynie dzięki jej umiejętności jeszcze mogłem ustać na słabych łapach. Liczyła no to, że pewnego dnia przestanę chodzić załamany i wreszcie zbiorę się w sobie. Przeciągnąłem się, aż było słychać że coś mi chrupnęło. No a więc dzisiaj nadszedł dzień, w którym zbieram się w sobie. Wypadałoby poinformować moją nową opiekunkę o tym, że zmartwychwstaje i zaczynam nowe życie. Powoli ruszyłem w kierunku wyjścia z jaskini, gdy nagle tuż przed moim pyskiem pojawił się inny pysk.- Oj! Przepraszam, zła jaskinia - powiedziała wilczyca wówczas, gdy ją wyminąłem - Chwila. Sombre? - spytała, a ja westchnąwszy odwróciłem łeb
- Hm? - zmarszczyłem oczy - Znamy się?
- Nie, jeszcze nie. Jestem Juu - wilczyca zamachała szarym ogonem wpatrując się we mnie błękitnymi oczyma - Przysłała mnie szamanka. Chciała sprawdzić co u ciebie. Myślałam, że pomyliłam jaskinie, bo mówiła że ten Sombre leży cały czas w jaskini i nie wychodzi z niej. A tu proszę! Widzę, że staruszek rozprostuje kości. Ale tak serio to strasznie wyglądasz - zaczęła mówić jak najęta chodząc wokół mnie
- Odczep się - warknąłem zirytowany tym, że ktoś na siłę próbuje się ze mną zaprzyjaźnić
Jednak słowa powiedziane przez mnie nie zrobiły na wilczycy żadnego wrażenia, ta jej upartość strasznie mnie denerwowała. Tak dzień w dzień gdy zacząłem wychodzić poza jaskinię zawsze się przyplątywała próbując polepszyć naszą znajomość. Nawet nie pamiętam kiedy jej obecność przestała mi przeszkadzać. Nigdy bym nie pomyślał, że to właśnie ona zostanie moją partnerką i będziemy oczekiwać potomstwa. Jednak w jednej chwili wszystko przestało istnieć. Kolejny raz straciłem kogoś ważnego. Uciekłem próbując zapomnieć to co się wydarzyło. Ale czy naprawdę to zapomniałem? Czy potrafiłem zapomnieć widok ukochanej, która się nie ruszała i leżała w kałuży krwi? Przez kilka miesięcy żyłem w samotności podróżując po odległych krainach, aż wreszcie zmęczony ucieczką dotarłem na tereny Wilczych Klanów. Od Alfy jednego z klanów dowiedziałem się, że dołączyłem do Klanu Everything, który jest jednym z pięciu klanów istniejących na tych terenach. Największym zaskoczeniem jednak było to, że Alfa chciała bym to ja przejął jej stanowisko. Mimo wielu sprzeciwów zgodziłem się, gdyż jako jedyny,obcy nie byłem skażony chorobą, na którą zachorowały wilki urodzone tutaj. Większość wilków umarła, została garstka tych które dołączyły niedawno zaraz po mnie. Starszyzna nie była zbytnio zadowolona z przekazania władzy wilkowi, który niedawno sam dołączył, jednak wreszcie się zgodziła z ostatnim słowem Alfy. Tak oto zacząłem nowe życie w Klanie jako jego przywódca.
[KONIEC]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz