Jak zwykle chodziłem po terenach watahy....i jak zwykle sam. Ze swoim lekkim uśmiechem przemierzałem lasy, łąki i jeziorka. Nagle zobaczyłem nad rzeką siedzącą wadere.Wyglądała na smutną. Każdy wie że nie radze sobie z waderami. A one bardzo często mnie nie lubią. No ale nic. Podszedłem spokojnie pare metrów od wadery, i usiadłem niedaleko niej.
- Cześć, Saion - popatrzyłem na nią.
Valeria ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz