Powoli oddawałam się w ramiona snu, kiedy jakiś szczeniak, zapewne rzucił się na mnie przygniatając całym swoim ciężarem. Jednak to nie mógł być szczeniak, zważywszy na jego wagę, więc mogłam sobie pozwolić na potraktowanie go zębami. Ten poderwał się gwałtowne i chwycił za swoją łapę. W ciemności widziałam jego sylwetkę, był dobrze zbudowany. Przyglądał mi się przez chwilę, a potem odezwał się pełnym kpiny głosem. Jego głos był dźwięczny, niby przyjazny ale i stanowczy. Na wzmiankę o tym że nie widzi mnie dobrze, przez chwilę myślałam że jest starcem. Moje wątpliwości rozwiały się wtedy kiedy postanowił mnie ponownie przyszpilić po usłyszeniu mnie. Najwidoczniej nie byłam tym "Miru" o którym mówił. Albo o której...Nie ważne.
Basior zrobił to na tyle szybko że nie zdążyłam zamortyzować upadku łapami i zaryłam łbem o kamienną posadzkę w jaskini. Cicho jęknęłam, kiedy poczułam łupiący ból w głowie. Kiedy samiec w gorącej wodzie kąpany odpuścił, przyłożyłam łapę do głowy, gdzie wyczułam niewielkie rozcięcie. Wytarłam łapę o futro i przyglądałam się rozgorączkowanego samcu, Nadal dokładnie nie ustaliłam jego wieku, cały czas mnie zaskakiwał. Siłą dorównywał dorosłego i porządnie wytrenowanego, zdrowego samca, wyglądem kojarzył mi się ze szczeniakiem a z sprawnością zmysłu wzroku przypominał wilka co już wiele widział. Byłam zdezorientowana całą sytuacją, nie za bardzo wiedziałam co mam teraz zrobić. Czy zacząć go atakować, posłusznie się wycofać czy przedstawić?
Wychodziło na to że znajdowałam się na terenach Klanu Ziemi i teraz mam do czynienia z Alfą. Czyli pierwsza opcja odpada. Byłam zmęczona i nie miałam najmniejszego zamiaru szukać kolejnego miejsca do odpoczynku. Kolejna opcja idzie się kochać. Ale i trzecia nie była odpowiednia jak dla mnie, bo ten basior mógł się okazać zboczeńcem któremu partnerka nie robi dobrze, a on przez to szuka pociechy. Stwierdziłam jednak że nie mogę całe życie za dużo myśleć, i już nabierałam powietrza na chęć przedstawienia się kiedy niebieskooki wilk ponownie się odezwał zrezygnowanym tonem.
- No i co ja mam z tobą zrobić? - wzruszyłam niezauważalnie ramionami. Było mi to w sumie obojętnie. Owszem, najlepszym scenariuszem było by zostawienie mnie w spokoju i zezwolenie na wypoczynek na tym wygodnym legowisku, ale to nie wchodziło w grę. Zostawiłam go więc ze swoimi myślami i położyłam się na ziemi, liżąc lekko zasklepione już rany. W końcu coś go olśniło i zapytał o mój żywioł. Samiec otrzymał odpowiedź po krótkiej chwili namysłu.
- Możesz zostać, jeśli chcesz. - rzucił obojętnym tonem, wyraźnie siląc się na to aby to zabrzmiało zachęcająco. Westchnęłam i odgarnęłam z oczu niesofrną grzywkę.
-W porządku. - ospałym krokiem ruszyłam z powrotem do wygodnego legowiska i na powrót ułożyłam się do snu.
-Co ty wyprawiasz? - usłyszałam za sobą pełen pogardy głos. Obróciłam się na drugi bok, w kierunku mojego nowego Pana Alfy.
-Idę spać.
-Tutaj? - uniósł brwi w niemym zdziwieniu i lekko odsunął pysk.
-Ta. Nie mam zamiaru teraz szukać innej jaskini. - ziewnęłam.
-Nie, nie, nie...Tak nie może być! - uderzył łapą w kamienną ziemię.
-Chyba masz problemy emocjonalne. Masz przecież drugie posłanie. Jutro czegoś poszukam. Albo za dwa dni, może gdzieś za miesiąc. - jeszcze raz ziewnęłam i odwróciłam się do ściany. - Dobranoc. - wymamrotałam i pozostawiłam samca o nieznanym mi jeszcze imieniu z własnymi myślami. O tej porze jakoś nie zauważyłam że on ma taką wysoką posadę w hierarchii i że w każdej chwili może mnie wywalić z Klanu.
(Ronin? Co postanawiasz? ;D)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz