-Wybacz mi- wyszlochałam. -Gdybym wcześniej wiedziała gdzie mnie wyniosło, to na pewno bym przybyła tu wcześniej- znów skryłam twarz w jego futrze. W końcu...błogie ciepło...nieustający lęku powili znikał, a odczucie osamotnienia razem z nim. Ten koszmar skończył się...koszmar, który tak naprawdę był rzeczywistością. -Wybacz mi też za to, że w ciebie zwątpiłam- dodałam.
Tak naprawdę myślałam, że tylko ja przeżyłam...ale teraz pojawił się ten promyczek słońca na tle ciemności.
-Spokojnie- rzekł Kid uspakajającym głosem. -Już nic ci nie grozi...jestem tu.
Nie mogłam przestać płakać, a łzy strumieniem ciekły mi po policzku. Obiecałam sobie, że już nie będę płakać..ale to jest wyjątek.
<Kid? em..brak weny?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz