wtorek, 14 października 2014

Od Livrey do Hitachiego (?)

Leżałam wtulona w ciepłe futro mojej matki. Nie otworzyłam jeszcze oczu, a już umiałam ją sobie wyobrazić jak wygląda. Czułam jeszcze obecność dwóch innych istot, mojego ojca i brata. Gdy wreszcie odważyłam się otworzyć oczy oślepiło mnie światło dochodzące z dworu. Coś spadało i na oczy i mnie to bardzo denerwowało. Zaczęłam swoimi małymi łapkami odgarniać włosy, ale nie wychodziło mi to. Leżałam teraz na samym środku wielkiego pomieszczenia. Po chwili podszedł do mnie mój tata. Uśmiechnęłam się niezauważalnie, ten mnie podniósł i położył obok mamy. Rodzice rozmawiali coś, ale nic jeszcze nie rozumiałam. Spojrzałam na swojego brata, miał identyczne futro jak mama, ale jeszcze w niektórych miejscach miał żółte pręgi. Zwróciłam uwagę na swój ogon, był bardzo długi zakończony czarnym futrem, idealnie pasował do koloru żółci, która zajmowała większość mojego futra. Pomału ruszyłam do swojego brata, który nie interesował się niczym tylko leżał wtulony w mamę. Pacnęłam go łapą, a ten od razu skulił się w kulkę. Później sama tak uczyniłam i zasnęłam.
~ ~ ~ ~
- Mam Cię! - krzyknęłam i skoczyłam na brata, który zaczął się wyrywać i uciekł - Chodź tu! - śmiałam się i głośno wołałam Nicolasa, a ten cały czas próbował się schować
Wreszcie go zauważyłam siedzącego na kamieniu. Rozglądał się ciągle dookoła. Schyliłam się bardzo nisko i zaczęłam się do niego skradać. Wreszcie, gdy byłam blisko ruszyłam do "ataku" i skoczyłam na brata. Ten jedynie krzyknął i po chwili zaczął się śmiać. Gdy skoczyłam w kierunku brata popchnęłam go do tyłu tak, że oboje leżeliśmy na trawie. Gdy chciałam cofnąć się do tyłu uderzyłam o coś. Starsza wadera stała i się na nas patrzyła szczerząc kły. Odskoczyłam do przodu i schowałam się za bratem, który sam próbował się za kimś schować. Widząc naszą reakcje wadera zaczęła się śmiać i odbiegła. Prawie w tej samej chwili pojawił się tata. 
- Co się stało? - spytał patrząc na nas
- Tam była taka wadera - wskazałam na miejsce, gdzie stała wilczyca - Ona na nas wrogo się patrzyła ... - przeniosłam wzrok na brata, który schował głowę miedzy przednimi łapami\
Tata jedynie się rozejrzał wokół i kazał nam wracać. Pędem pobiegliśmy do mamy.
~ ~ ~ ~
- Mamo! - krzyknęłam i podbiegłam do ciała mamy, obok zauważyłam Nicolasa, który próbował wstać - Tato! - zawołałam
Tata pędem wbiegł do jaskini. Na ten widok znieruchomiał.
- Sandry! - krzyknął i podbiegł do mamy
Pobiegłam do swojego brata. Miał rany na całym ciele, wokół niego była plama krwi. 
- Co tu się stało ... ? - spytałam płacząc
- M-mo ... Morder ...  - powiedział z trudem i wbił wzrok, gdzieś gdzie tylko on teraz był
Przestał oddychać. Umarli ... mama i brat zostali zamordowani
~ ~ ~ ~
Czekałam aż tata wróci, kazał mi wziąć to co i potrzebne i siedzieć schowana w pniu koło granicy. Nie rozumiałam o co mu chodziło. Wreszcie go zauważyłam. Miał łapy we krwi i kilka ran. Nie zapytałam się co się stało i tak by mi nie dopowiedział. Bez zatrzymywania się pobiegłam za ojcem  i tak opuściliśmy watahę. 
~ ~ ~ ~
Wraz z tatom zostałam przyjęta do Klanu Ziemi. Całymi dniami siedziałam w jaskini nie wychodząc, więc chyba większość wilków nie wiedziała, że istnieje. Nic nie jadłam, nie spałam ... nie chciałam mieć koszmarów. Jednak wreszcie wyszłam pewnego dnia. Znów zostałam oślepiona przez światło tak samo, gdy pierwszy raz otworzyłam oczy.  Taty nie było w pobliżu, więc mogłam się dalej oddalić. Przez to wszystko stał się bardzo nadopiekuńczy. Pobiegłam przed siebie. Minęłam las, gdy po pewnym czasie zauważyłam, że jestem jakby w ciemniejszej jego części. Wdrapałam się na coś, co może było wielkim korzeniem, albo i nie i zaczęłam biec po nim. Właziłam tak coraz wyżej i wyżej, gdy wreszcie znalazłam się w koronie drzewa. Odgarnęłam liście i zobaczyłam cały klan. Wlazłam na liście i zaczęłam szybko po nich skakać. Wiedziałam, że nie mogę się zatrzymać bo spadnę. Wreszcie czułam się szczęśliwa. Moje szczęście nie trwało długo, gdyż nagle jedna gałąź pękła i  gdy skoczyłam na nią zaczęłam spadać w dół. Próbowałam jakoś złapać się innych gałęzi, ale nic z tego. Zauważyłam ten "korzeń", po którym wcześniej się wspinałam. Pod nim widziałam przepaść. Myśląc już, że spadnę zostałam przez kogoś złapana i przeleciałam na drugą stronę. Otworzyłam oczy i zauważyłam ...
- Zgłupiałaś? - odezwał się wreszcie ten, który mnie ocalił - Gdzie są twoi rodzice?
- Nie! Zaraz sobie stąd pójdę, ale nie mów tego tacie! Będzie zły i nie będę mogła już nigdzie wychodzi! - zamknęłam oczy, chciałam powstrzymać się przed łzami
Wilk westchnął.
- A można wiedzieć skąd jesteś ... z jakiego klanu?
- Klanu Ziemi, należę do niego wraz z tatą od kilku dni - szepnęłam nie otwierając oczu
- Żartujesz sobie, pierwszy raz Cię widzę - powiedział zdziwiony
- No bo wcześniej nie wychodziłam - skrzywiłam się lekko

Hitachi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz