Nie wiem jak mogłem zostawić tam zagubioną waderę, było to co najmniej głupie. Ale byłem wkurzony jak nigdy. Kiedy tylko zobaczyłem czerwono białego wilka, teleportowałem się wprost na jego plecy. Ugryzłem go w kark, wilk nawet nie drgnąwszy spojrzał na mnie gniewnie. Poczułem jak coś mnie odpycha i wzleciałem jakieś kilka kilometrów do góry. Gdy zacząłem spadać, ryknąłem wścielke. W momencie gdy uderzałem o ziemię, ze znaków wytworzyłem sobie pancerz, dzięki której nie zostałem krwawym naleśnikiem. Dalej mając na sobie zbroję, zaatakowałem Akumę. Co dziwne, w tej zbroi moc moich znaków wzrosła i to bardzo. Teraz walczyłem z demonem na równi.
-Myślisz, że przez taką zaczarowaną kupę żelastwa nic mi nie zrobisz!? - rzucił we mnie jakąś kulą
Zbroja zaczęła emanować jakimś niebieskim promieniem i znak wywołany przez demona, po prostu zniknął. Po czym znalazł się za nim i walnął go w plecy. Demon upadł na brzuch a z jego ust pociekła mała stróżka krwi.
-A więc to takie uczucie być rannym - zaśmiał się
-Zdejmij swoją klątwę z Juliette!
-Chętnie - zaśmiał się - Ale to ona sama ją na siebie rzuciła - pokazał mi język
(Juliette?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz