Obudziłam się w dziwnym miejscu. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Spojrzałam na swoje łapy i chyba tylko one wyglądały znajomo.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam mając nadzieje, że ktoś lub coś mi odpowie
Powoli wstałam. Ciężko było mi ustać na łapach, ale nie miałam żadnych ran. Nie potrafiłam nic zrozumieć. Usiadłam i zaczęłam się rozglądać. Byłam na jakiejś plaży, a słońce mocno grzało. Otrzepałam się z piasku i spojrzałam wyżej. Moim oczom ukazał się przepiękny widok. Gęsty las okryty jesienną, złotą płachtą. Liście delikatnie świeciły złotym blaskiem, a drzewa uginały się od nadmiaru kasztanów i innych orzechów. Wstałam i spokojnym krokiem ruszyłam ku niemu. Idąc ścieżką wysłaną liśćmi wsłuchiwałam się w śpiew ptaków i szum drzew. Czułam się szczęśliwa. Nagle usłyszałam jakiś oddech i kroki, a raczej bieg. Przez chwilę wsłuchiwałam się to, gdy zauważyłam poruszającą postać. To był wilk. Z ciekawości podążyłam za nim, ale najciszej jak potrafiłam. Zatrzymał się na jakiejś polanie niedaleko lasu. Zatrzymałam się przy granicy chcąc mu się przyjrzeć. Był to jakiś basior. Wyglądał na miłego i nawet sympatycznego. Zrobiłam krok do przodu, żeby lepiej mu się przyjrzeć, ale nadepnęłam na gałąź, która trzasnęła pod moim ciężarem. Wilk momentalnie się obrócił i ruszył w moją stronę. Wystraszona zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam co robić, więc tylko biegłam przed siebie i co chwilę spoglądałam czy ten basior biegnie za mną. Cały czas mnie gonił.
- Zaczekaj! - krzyknął, a ja wystraszyłam się jeszcze bardziej
Potknęłam się o jakiś ostry kamień i upadłam jak długa w liściach. Chciałam się jak najszybciej podnieść, ale coś stało się z moją łapą. Zanim zdążyłam wstać wilk był już obok mnie. Spojrzałam na niego przerażonym wzrokiem i skuliłam się. Nie wiedziałam co zrobi. Po chwili, która dłużyła się jak lata, usłyszałam jego powolne kroki. Stanął blisko mnie i schylił się w moją stronę.
- Nic Ci nie jest? - zapytał, a ja wtedy wyjęłam głowę spoza łap
Jego głos był taki ciepły i miły. Nadal się go bałam, ale czułam, że mogę mu ufać.
- Kim jesteś? - zapytałam podnosząc głowę
- Pierwszy zadałem pytanie - odpowiedział z uśmiechem
Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam na nowo wstać. Po chwili z powrotem upadłam na twardą ziemię.
- Chyba mam coś z łapą - stwierdziłam i dopiero wtedy zauważyłam, że jest cała zakrwawiona
Basior zbliżył się do mnie i pomógł mi wstać. Kiedy już siedziałam w miarę stabilnie oblizałam łapę z gorzkiej krwi i zwróciłam wzrok ku basiorowi.
- Teraz twoja kolej na odpowiedź - stwierdziłam lekko się uśmiechając, o czym dopiero po chwili zdałam sobie sprawę
- Nazywam się Ronin. A ty? - zapytał spoglądając na mnie
- Kilan - odpowiedziałam ściszając głos
„Ronin. Ładne imię.” - przeszło mi przez myśl, lecz bałam się to powiedzieć. Nie wiem czemu, ale dalej czułam strach. Wilk chwycił moją łapę i obejrzał ją dokładnie.
- To nic poważnego. Chodź przemyjemy to - stwierdził i powoli ruszyliśmy
Nie byłam pewna gdzie idziemy. Nad rzekę, staw, a może do jakiejś jaskini? Nie miałam zielonego pojęcia. Szłam, tylko cicho kulejąc, obok niego. Przez tą łapę i gęsty las czułam się bezbronna. Nie miałam szansy nawet uciec, jeżeli coś by się stało, przecież nie przelecę wśród tylu drzew, a z tą łapą daleko nie pobiegnę. W pewnym momencie usłyszałam, że coś mówi, ale nie dotarło to do mnie, gdyż byłam zbytnio pogrążona we własnych myślach.
- Skąd tu się wzięłaś? - zapytał tym razem spoglądając na mnie
- Ja… - szepnęłam
Zatrzymałam się i wbiłam wzrok w ziemie. Co mam mu powiedzieć? Jeżeli powiem prawdę to może mnie uznać za dziwadło. Stałam tak dobre kilka chwil, kiedy nagle Ronin podszedł do mnie. Przekrzywił z zaciekawieniem głowę i spojrzał na moje wystraszone oczy.
- Ja.. ja nie wiem - odpowiedziałam, a z moich oczu popłynęły słone łzy
Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czemu aż tak zależało mi na przeszłości? Co było wcześniej i skąd wzięłam się na plaży? Tak bardzo się bałam.. Bałam się, że już nigdy nie poznam przeszłości i mojej historii.
- Ale jak to? - zapytał i podniósł mój pyszczek tak jakby chciał widzieć moje oczy
Odsunęłam się trochę od niego i przełknęłam łzy.
- Nie wiem. Obudziłam się na plaży brudna od piasku. Nic nie pamiętam. Wiem tylko jak się nazywam i ile mam lat. Nie wiem jakie mam moce, żywioły. Nic nie wiem.. - na te ostatnie słowa z moich oczu na nowo popłynęły łzy
Ronin bez chwili zastanowienia podszedł do mnie i otarł moje zapłakane oczy. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Uśmiechał się ciepło tak jakby chciał mi pomóc. Odwzajemniłam uśmiech przez łzy i spróbowałam przestać łkać.
- Nie martw się. Coś na to poradzimy. A teraz chodźmy zanim coś gorszego stanie się z tą łapą - powiedział i ruszyliśmy dalej
Przez jakiś czas szliśmy w ciszy. Nawet wiatr, ptaki i drzewa ucichły. Słychać było tylko nasze oddechy i liście szeleszczące pod nami. Nagle usłyszałam w oddali szum wody. Przeczuwałam, że basior prowadzi mnie nad jakąś rzekę.
- Przepraszam za tamto pytanie - powiedział basior cicho spuszczając głowę
- Nie przepraszaj. Przecież nic się nie stało. - odpowiedziałam, na co basior podniósł głowę i spojrzał na mnie - A ty skąd jesteś? - dodałam
- Stąd - odpowiedział z uśmiechem - urodziłem się tutaj
- Fajnie. Też bym chciała wychować się w tak pięknym miejscu - odparłam rozglądając się po okolicy
- Może się wychowałaś? Nic nie wiadomo - powiedział
- No w sumie racja..
Szczerze mówiąc rozmowa kompletnie nam się nie kleiła. Co chwile ją przerywaliśmy i zaczynaliśmy do nowa. Nagle spoza drzew zauważyłam taflę wody. Chciałam przyspieszyć, gdyż nie mogłam doczekać się tego, ale potknęłam się o coś i znowu upadłam na ziemię. Spojrzałam na moją zakrwawioną łapę. Rozszarpałam ją tylko bardziej, a krew z ciemnej zmieniła się na jasną. Basior szybko pomógł mi wstać i dojść do wody. Położyłam się przy brzegu, bo nie byłam już w stanie nawet wyprostować łapy. Delikatnie włożyłam ją do wody i dopiero wtedy poczułam prawdziwy ból. Momentalnie wyjęłam łapę i mocno zacisnęłam zęby. Zamknąwszy oczy włożyłam ranę z powrotem do wody. Basior przyglądał się cały czas temu. Zbliżył się do mnie pomógł mi obyć łapę. Kiedy otworzyłam oczy trochę się przeraziłam. Zdarłam łapę do ścięgien. Nie chciałam na to patrzeć, więc tylko odwróciłam wzrok na basiora. Moje oczy były przepełnione bólem. Zimna woda wcale go nie koiła, a wręcz nasilała.
- Jest gorzej niż myślałem - stwierdził oglądając moją łapę
- Nie myślałam, że jestem w stanie zrobić sobie coś takiego przez zwykłe potknięcie się - odparłam patrząc kątem oka na łapę
- Niedaleko jest moja jaskinia. Może coś zdziałam. Oczywiście jeżeli się zgadzasz - zaproponował, a ja szybko potaknęłam
Nie obchodziło mnie zbyt wiele co zrobi. Chciałam tylko, żeby ból minął. Ronin pomógł mi wstać, a kiedy oparłam się o niego ruszyliśmy do jaskini. Droga niemiłosiernie się dłużyła. Nie byłam w stanie myśleć. Jedyne co było w mojej głowie to ból. Nawet strach przed prawie obcym wilkiem zanikł. Kiedy nareszcie dotarliśmy do jaskini zaprowadził mnie na jakieś posłanie i przyniósł miskę z zimną wodą. Zanurzyłam w niej ostrożnie łapę, a basior pobiegł do jakiegoś innego pomieszczenia. Dopiero wtedy ból trochę złagodniał, a ja mogłam myśleć. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zaczęłam się zastanawiać. Jaskinia była ogromna i przepiękna. Zdobiona i bogata. „Czyżby nie był zwykłym wilkiem?” - przeszło mi przez myśl i wtedy coś wpadło mi do głowy. A może nie jest tu jednym wilkiem? Może to wataha? Siedziałam zamyślona do tego stopnia, że przestałam się przejmować łapą. Po chwili basior wrócił z bandażem i jakimiś maściami. Usiadł obok mnie i zaczął tamować krwawienie. Przyglądałam się temu z zaciekawieniem. Znał się na tym. Wiedział co, jak i gdzie zrobić. Kiedy wreszcie moja łapa była zabandażowana odetchnęłam z ulgą.
- Dziękuje Ci - powiedziałam z ciepłym uśmiechem
- Drobiazg - odpowiedział i odwzajemnił uśmiech
Cały czas intrygowała mnie sprawa z jaskinią, watahą i nim samym. Kiedy basior odłożył maści i inne rzeczy usiadłam naprzeciwko niego.
- Mogę Cię o coś zapytać? - spojrzałam mu nieśmiało w oczy
- Pytaj o co chcesz - odpowiedział pewnym głosem i spojrzał na mnie
- Czy tutaj jest jakaś wataha lub coś w tym stylu? - zapytałam zniżając odrobinę wzrok
- Skąd wiedziałaś? - odpowiedział z uśmiechem
Momentalnie podniosłam głowę z nadzieją w oczach.
- Jest wataha, a raczej coś w jej stylu. Tzw. klany - odpowiedział, a na jego pysku zagościł łagodny uśmiech
- Są jakieś zasady dołączania? - zapytałam z zaciekawieniem
- W niektórych tak. Ze względu na żywioły. Ziemia, woda, ogień i powietrze.
- A ten jest który?
- Ziemi - odparł spoglądając na wejście jaskini
Odruchowo także tam spojrzałam. Podeszliśmy do wejścia i zobaczyliśmy ogromne, czarne chmury burzowe. Wystawiłam lekko łeb, żeby się temu przyjrzeć. Nagle na mój nos spadła kropla wody, a ja cicho kichnęłam.
- Zaraz zacznie padać, a jest już wieczór. Chyba będziesz musiała spędzić tu noc - stwierdził przyglądając się chmurom
- A mogę? - zapytałam niepewnie i spojrzałam mu w oczy
(Ronin? Wiem, że dziwne, ale wyszłam z wprawy.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz