poniedziałek, 30 maja 2016

Od Rhaegara c.d Abitriany

 Spadałem w dół, przez jakiś czas słysząc dosyć wyraźnie krzyk wadery, po chwili zaczął on się jednak oddalać, aż w końcu zamilkł. Chyba wpadliśmy do zupełnie różnych miejsc co nie do końca mi się podobało. Zaczynałem nawoływać waderę, jednak nic to nie dawało. Miałem nadzieję, że nic jej się nie stało. Powinienem był jej upilnować i nie dochodzić do taki dalekich miejsc. Przecież właśnie te odcinki przed zalaną częścią były najniebezpieczniejsze z dostępnych... to wszystko było moją winą. Muszę ją znaleźć, albo nie mam prawa nazywać się Alfą Klanu Wody. Ruszyłem przed siebie, widząc może tylko to, co jest do dziesięciu metrów przede mną. Widziałem tylko dzięki kamieniom, których i tak było tutaj mało. Po drodze cały czas wołałem waderę licząc na to, że w końcu mi odpowie. Jak tak o tym pomyślę, w Kronikach nie było ani słowa na temat podziemnej... groty? Nie wiem jak to ładnie określić, to miejsce było jakieś dziwne. Nie zdążyłem się nad tym nawet spokojnie zastanowić, kiedy usłyszałem jakieś charczenie tuż za sobą. Kryształ zawieszony na moich kluczach jasno błysnął rozświetlając praktycznie całą salę. To co ujrzałem, nawet mi zmroziło krew w żyłach. Pięć wilków, martwych wilków a jednak żywych, które powarkując kroczyły w moją stronę. Wszystkie były już w stadium zaawansowanego rozkładu, u praktycznie każdego było widać żebra, u jednego ułamana szczęka bezwładnie zwisała, inny nie miał już oczu. A pozostała czwórka była ślepa, żywe trupy posługiwały się jedynie swoim i tak słabym węchem. Cofnąłem się mimowolnie do tyłu, powarkując i jeżąc się. Trupy nawet nie czekały na stosowny moment, po prostu zaatakowały. Zanim do mnie doskoczyły, potraktowałem je wodnistym biczem. Ciężko używało się tutaj magię, jednak była o wiele silniejsza niż normalnie. Uporać się z wilkami nie było specjalnie ciężko, chociaż ostatecznie po starciu przez pół godziny lekko utykałem. Potem nawet przyzwyczaiłem się do tego bólu. Chociaż nie wierzyłem w żaden cud, zawołałem jeszcze raz waderę po imieniu, w dalszym ciągu odpowiadało mi moje echo a następnie głęboka cisza. Nagle usłyszałem okrutny pisk, a za nim jakiś straszliwy ryk. Abitriana! Rzuciłem się do przodu, biegnąc ile sił miałem w łapach, nie wiedziałem co spowodowało ów krzyk wadery, jednak nie mogło być to nic dobrego. Tak jak myślałem, znalazłem waderę. Stała przed wielkim, glutowatym czymś co miało niejasny kształt. Dziwny stwór ryknął, obryzgując całą posadzkę zielonkawą mazią.
- Rhaegar!? - wadera krzyknęła zdziwiona - Co ty tutaj robisz?
- Stoję, nie widać? - przekręciłem łeb.

(Abitriana? Sorcia wena wyschła mi xd)

1 komentarz: