środa, 25 września 2013

Od Demanii

Przełknęłam potrójną dawkę korzonków bo była dzisiaj pełnia i ryzyko zamienienia się w demona było większe. Przeszłam kilka metrów i zachciało mi się wymiotować, chwiejąc się na łapach wpadłam do swojej jaskini. Była oddalona od jaskiń wilków w Klanie Wody o kilka kilometrów więc byłam tu praktycznie sama. Ta samotność mnie dobijała, pragnęłam ciepła..czyjegoś ciepła...żeby mnie wspierał w tej sytuacji, nie daję sobie rady. Zaczęłam płakać, płakałam tylko wtedy gdy byłam sama, właściwie to mogłam płakać cały dzień bo nigdy nie był tu ktoś ze mną. Sama musiałam brać te leki..te korzenie, zwijałam się z bólu, raz czy dwa zamieniłam się w Demona. Na szczęście nie wyszedł z jaskini bo bym wszystkich zabiła. Otarłam łzy i wybiegłam z jaskini, udałam się do części watahy gdzie jest mnóstwo wilków, nawet o tej godzinie. Bezradnym wzrokiem spojrzałam na wilki, z trudem hamując łzy przełknęłam jeszcze jeden korzeń, poczułam że omdlewam..przedawkowałam te korzenia, zapomniałam że jeśli zje się ich za dużo można nawet umrzeć, poczułam jak osuwam się na ziemię, w ostatniej chwili ktoś mnie znalazł...jednak nie zdążyłam zobaczyć kto bo zemdlałam

(Kto dokończy?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz