Uśmiechnąłem się i spojrzałem na księżyc.
- Hmm… dzisiaj jest pełnia - stwierdziłem, po czym dodałem - a tak w ogóle pamiętasz przez co zemdlałaś ?
- Zapewne przedawkowałam te korzenie; przynajmniej tak mi się wydaje - dodała
- Nie chciałbym być z zbyt dociekliwy, ale czemu jesz te korzenie?
Demanii milczała, muszę przyznać że zrobiło mi się trochę głupio.
- Przepraszam Demanii
- Nic się nie stało - uśmiechnęła się lekko
- Może opowiesz mi coś o sobie? - uśmiechnąłem się
Demanii przez całą drogę opowiadała. Kiedy byliśmy już przy jej jaskini, zatrzymaliśmy się na chwile i rozmawialiśmy.
- Może teraz ty opowiesz coś o sobie? - zapytała i ziewnęła
- Wiedzę że jesteś zmęczona - uśmiechnąłem się - może lepiej jeżeli opowiem ci to jutro?
- Dobrze, ale gdzie się spotkamy? - zapytała i ziewnęła jeszcze raz
- Jak na razie byłem tu tylko przy wodospadzie, więc może tam się spotkamy w południe? - zaproponowałem
- Dobrze, do jutra - uśmiechnęła się i zaczęła się kierować do jaskini
Ukłoniłem się jej z uśmiechem na pożegnanie, a Demanii się zaśmiała i weszła do jaskini. Wróciłem do mojej jaskini i zasnąłem. Obudziłem się przed świtem. Wstałem i poszedłem na łąkę. Wygrzewałem się w promieniach wschodzącego słońca. Kiedy zauważyłem że zbliża się południe wstałem i poleciałem nad wodospad do klanu wody.
(Demanii ?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz