Poszliśmy nad jezioro. Usiedlismy. Mała zaczęła moczyć łapki w wodzie.
- Zimna ... - odskoczyła bardzo szybko. Zaśmiałem się, gdy na mój nos spadł płatek śniegu. Nadchodzi zima ..., będzie teraz trudniej. Długo tak siedzielismy, aż było dużo śniegu. Swą mocą ulepiłem jelenia ze śniegu, ale po chwili już go nie było. Serena skoczyła na niego. Znikła pod śniegiem. Podszedłem i ją wyciągnąłem.
- Uważaj ... - powiedziałem i się uśmiechnąłem
- Dobrze - powiedziała i się uśmiechnęła. Cieszyłem się, że mam taką małą istotkę, którą się mogłem opiekować. Wiem teraz, że komuś na prawdę na mnie zależy i bezemnie by nie przeżył. Uśmiechnąłem się i spojrzałem się na Rosmin. Jej też zależało. Zarumieniłem się. Rosmin się zaśmiała. Serena była moim "klonem". Z wyglądu może nie, ale z zachowania tak. Ciekawska i łobuziarska. Śmiać mi sie chciała, gdy coś nie tak zrobiła. Śniegu było coraz więcej. Wziąłem małą na plecy, bo zapadała się pod śnieg.
( Rosmin dokończ )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz