Moi rodzice umarli szczęśliwie mając 11 lat, moja siostra była Alfą Klanu Everything, mój brat odszedł z Klanu Wody szukając przygody, a moja druga siostra za pomocą jakichś czarów odmłodziła się o 4 lata. Teoretycznie każdy zrobił co chciał, oprucz mnie. Całymi dniami po skończonej pracy siedziałam w jaskini i nudziłam się. Był tu basior którego kochałam...jednak on odszedł zostawiając mnie tutaj samą. Od jakiegoś czasu nie miałam zbytniego powodu aby żyć, nie miałam ochotę nic robić. Cały czas łaziłam zdołowana i przybita. Kilka wilków pytała się mnie czy źle się czuję, zawsze odpowiadałam że nie. No bo co zrobią ze złamanym sercem? Nawet najlepszy lekarz je nie uleczy. Postanowiłam się przejść, z dala od innych i samej siebie, chociaż nie, od tego drugiego nie ucieknę. Wchodząc do ciemnego lasu zaczęłam się bać, zawsze byłam tchórzem. I nie ukrywałam tego, tak jak bałam się z kimś rozmawiać, tak bałam się takich miejsc. Jednak nadal żwawo szłam przed siebie, prawdopodobnie był to mój ostatni spacer po tych terenach, więc się tym nie przejmowałam. To znaczy starałam się nie przejmować. Po kilkunastu minutach zrobiło się jeszcze ciemniej i w dodatku zimno. Oddychając widziałam ''mgiełkę'' wylatującą z mojego pyszczka. Trzęsąc się z zimna szłam dalej, mało co widziałam teraz. Po mimo tego że mam dobry wzrok, nie widziałam za dobrze w tych ciemnościach. Dlatego też udało mi się na kogoś wpaść. Kiedy tylko wpadłam na miękkie futro zachwiałam się i upadłam na tyłek. Spojrzałam do góry i zobaczyłam lśniące oczy jakiegoś wilka.
-O kurde - powiedziałam przerażona
( Ktoś dokończy? D: )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz