Wystarczyło, że rzuciłem okiem na wkurzone wilki, a od razu
niektóre się cofnęły. W pewnym momencie usłyszałem wybicie tuż za nami. Bez
namysłu odwróciłem się i powaliłem wilka na ziemię. Zdążył, jednak trafić mnie
w zranioną łapę. Na skutek czego bandaż odwiązał się i ukazała się moja kość. Od
razu z przerażeniem w oczach podniósł się i wycofał. Po chwili żaden basior,
ani wadera nie ośmielili się nawet do nas zbliżyć. Nagle zobaczyłem pędzącego,
masywnego i potężnego jelenia prosto na nas. Jedno moje spojrzenie i było po
kłopocie. Po tym klan z jeszcze większym przerażeniem w oczach patrzył na mnie.
Zrobiłem kilka kroków w tył tak, że stanąłem obok wadery.
- Uciekaj - szepnąłem
Wadera tylko się rozejrzała i bez słowa pobiegła w stronę
Shenny. Wilki nawet nie zwróciły na to uwagi. Kiedy wilczyce odbiegły już
kawałek dalej sam także rzuciłem się do ucieczki. Natychmiast kilka
rozwścieczonych wilków podążyło za mną. Nie minęła chwila, a zdążyłem ich
zgubić na dobre.
Obydwie wilczyce znalazłem przy granicy klanów. Żegnały się.
Nawet nie zauważyły, gdy się do nich zbliżyłem.
- Widzę, że lubisz pomagać nieznajomym - powiedziałem
spokojnie, a kąciki moich ust lekko się uniosły
Obie prawie podskoczyły, gdy usłyszały mój głos. Zauważyłem,
że Shenna spojrzała na mnie ze strachem, ale Aite była widocznie spokojniejsza.
Czyżby już przywykła do mnie? Nie… to niemożliwe. Przyzwyczaić się do mnie i to
w tak krótkim czasie? Niewykonalna rzecz. Po chwili wadery dokończyły
pożegnanie po którym Shenna szybko ruszyła w stronę swojego klanu. Przez kilka
chwil spoglądaliśmy za nią, gdy wreszcie znikłam nam z oczu.
- Wiesz, że jeżeli teraz tam wrócimy to nie będzie za
ciekawie prawda? - zwróciłem się do wadery poważnym tonem
- Wiem i to doskonale… więc co zrobimy? - zapytała zamyślona
Siedzieliśmy w milczeniu przez dłuższy czas. Gdy nagle ogromna
gałąź nad nami złamała się i upadła z hukiem na ziemię. Na szczęście w porę
odskoczyliśmy na bok. Siedział na niej jakiś wilk. Kiedy tylko się otrząsnął
bez słowa uciekł w stronę centrum klanu.
- Nie jesteśmy tu bezpieczni. Chodź - rzuciłem szybko i ruszyłem przodem
Ta złamana łapa bardzo mi to utrudniała, ale nie poddawałem
się i dalej kroczyłem przed siebie. Znałem takie jedno miejsce. Mój dobry
znajomy pokazał mi je, kiedy dołączyłem do tej watahy. Znajdowało się na skraju
klanów. Prawdopodobnie nie znał go nikt poza nami. Teraz do tego grona dojdzie także
Aite.
Miejsce to było doliną otoczoną z trzech stron gęstym lasem,
którego nie sposób było przekroczyć. Dodatkowo w lesie były wysokie pagórki i
klify, które uniemożliwiały przejście na drugą stronę. Z czwartej strony dolinę
odgradzał ocean. Pusty i niebezpieczny. Na granicach wody i gęstego lasu, z
ziemi wystawały masywne szpikulce kamienne. Rosły na nich kolczaste rośliny,
których jad zabijał w godzinę. Po prostu miejsce nie do zdobycia. A jednak, ja
znałem bezpieczne przejście.
Cały czas nie
odzywaliśmy się do siebie. Milczeliśmy jakbyś oboje byli już martwi. Po pewnym
czasie zauważyłem, że wkroczyliśmy do tego lasu. Rośliny stawały się coraz
bardziej obumarłe, a ziemia coraz bardziej sucha i nieurodzajna. Wadera
przyspieszyła kroku tak, że maszerowała równo ze mną. Nagle coś przed nami
przebiegło. Coś czarnego jak noc i bardzo szybkiego. Aite od razu przybliżyła
się do mnie.
- Gdzie ty nas prowadzisz? - zapytała lekko przestraszona
- W bezpieczne miejsce. Może na to nie wygląda, ale tak jest
- odpowiedziałem dość poważnym tonem
W pewnej chwili zauważyłem wejście do tunelu, który
umożliwiał bezpieczne przejście do doliny. Znajdował się on pomiędzy wielkimi
głazami. Był przykryty gęsto rozrośniętymi krzakami jakiejś trującej rośliny,
która wyglądała jak suche gałęzie z, błyszczącymi się od wypływającej trucizny,
kolcami. Spokojnym i uważnym krokiem zbliżyłem się do wejścia i ostrożnie
odsunąłem roślinę tak, aby można było wejść do środka.
- Wchodź - powiedziałem, a wadera przełknęła ślinę, po czym
powoli i niepewnie weszła do przejścia
Sam schowałem się nim zaraz po niej. Aite zdążyła nieźle
mnie wyprzedzić w czasie, kiedy zamykałem tunel. Uważnie się rozglądała, ale po
jej pyszczku wywnioskowałem, że jest zachwycona tym miejscem. No cóż trzeba
przyznać, że tunel rzeczywiście wyglądał nieziemsko.
Był okrągły, a podłogę w nim stanowił miękki, zielony mech.
Z sufitu zwisały korzenie, po których cienkimi strużkami ciekła woda. Po bokach
przejścia w niektórych miejscach były wydrążone małe pomieszczenia, w których
żyły bardzo rzadkie rośliny i nietypowe zwierzęta.
Wadera szła obok mnie rozglądając się, a ja uważałem żeby
nie wejść w jakąś większą kałużę. Normalnie droga dłużyła by mi się niemiłosiernie,
ale nie było tak. Sam nie wiem czemu… może to przez nią? Przez Aite? Nie. To
nieprawdopodobne… raczej nie…
Gdy zauważyłem na końcu tunelu mały promień światła
przyspieszyłem trochę na co wadera lekko się zdziwiła.
- Coś się stało? - zapytała spokojnym tonem
- Nie nic. Po prostu jesteśmy już blisko celu -
odpowiedziałem nieobecnym głosem
- A może w końcu zdradzisz mi gdzie idziemy? - zaproponowała
podbiegając do mnie
- Nie ma sensu. Zaraz sama się dowiesz - odparłem bez emocji
Wadera w odpowiedzi tylko westchnęła i ruszyła za mną. Po
chwili byliśmy już przy wyjściu. Przypominało ono jaskinię, której wejście było
zasłonięte bluszczem. Lekko odsłoniłem wyjście, a promienie słońca od razu nas dotkliwie
poraziły. Dopiero, gdy się do nich przyzwyczailiśmy byliśmy w stanie normalnie
wyjść.
Muszę przyznać, że
dolina trochę się zmieniła od czasu, kiedy ostatnio w niej byłem. Trawa zrobiła
się bardzo wysoka, a przy brzegu utworzyła się wspaniała, złocista plaża. Na
łące jak zwykle rosły kwiaty, ale tym razem było ich o wiele więcej i były dużo
bardziej niezwykłe. Po łące biegało mnóstwo zwierząt.
Aite rozglądała się cały czas to w jedną stronę to w drugą.
Miałem dziwne uczucie w sobie… tak jakbym chciał, żeby jej się tam spodobało…
Nie. To było po prostu dziwne uczucie, a nawet mógłbym powiedzieć, że bardzo
dziwne. Powolnym krokiem ruszyliśmy przez łąkę w stronę plaży. Wadera się
uśmiechała. Czyżby podobało jej się tutaj? Możliwe, ale ja nie znam się na
swoich uczuciach, a co dopiero na uczuciach kogoś innego, więc trudno było mi
to stwierdzić. Gdy już usiedliśmy na plaży wadera położyła się na jednym z
pobliskich kamieni i zaczęła się wygrzewać w promieniach zachodzącego słońca. Przez
chwilę wpatrywałem się w wodę, a potem udałem się na szybkie polowanie. Kiedy
wróciłem do wadery słońce było już za horyzontem. Aite wyglądała tak jakby
spała. Zbliżyłem się do niej cicho i lekko ją trąciłem łapą.
- Kolacja - powiedziałem oschle kładąc zwierzynę na ziemi
- Nie jestem głodna - odparła ziewając, gdy nagle zaburczało
jej w brzuchu
- Akurat. Radzę Ci coś zjeść - stwierdziłem i sam zabrałem
się do jedzenia
Byłem bardzo głodny. Po chwili wadera wstała i przyłączyła
się do kolacji. Po posiłku położyliśmy na łące. Wysoka trawa zasłaniała nam
widok na prawię całą dolinę. Ogólnie to widzieliśmy tylko trawę, gwieździste
niebo i siebie nawzajem. Leżeliśmy w milczeniu. Aite próbowała co jakiś czas
podjąć rozmowę, lecz ja od razu je kończyłem. Nie miałem ochoty na rozmowy. W
pewnym momencie zauważyłem, że wadera przysypia. Oparła głowę o łapy, a po
chwili zamknęła oczy. Zauważyłem, że zadrżała lekko jakby z zimna. Zbliżała się jesień i noce
już nie były tak ciepłe jak wcześniej. Po cichu wstałem i udałem się do tzw. mojego
tajnego schowka. Kiedyś byłem tam wcześniej i schowałem kilka
najpotrzebniejszych rzeczy na wypadek, gdybym musiał tam dłużej przebywać. Wyjąłem
z niego dwa grube, ciepłe futra. Jednym okryłem delikatnie waderę, żeby nie
zmarzła, a na drugim położyłem się niedaleko wadery. Sen przyszedł szybciej niż
myślałem. Nie minęło kilka chwil, a pogrążyłem się w głębokim śnie.
(Aithne? Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz