Ta suka miała jeszcze czelność tu się przywlec. Clarie miała zabrać małą,Ashira miała ją osłaniać,Chloe pomóc z Clarie, a ja z braćmi zabrać się za Pann. Stanęłam przed Assą. Bracia po bokach. Warczałam wściekle. Shane zaczął się zmieniać. Wymieszał samozapłon + Furię + smoka + wydłużenie kłów i pazurów. Wyglądał strasznie. Pojawiły się demony. Zabrały waderkę wraz z opiekunka do innego wymiaru. A my zamierzaliśmy walczyć. O nią. O jej życie i wolność. Z szałem w oczach trochę się zmieniłam... Uderzyłam z nią z impetem,na tyle że wywaliło ją z jaskini i uderzyła w drzewo. Szybko się pozbierała. i Zaatakowała. Zniknęłam i pojawiłam się za plecami i przywaliłam ostrymi jak brzytwa pazurami rozcięłam jej bok. Wrzasnęła z wściekłości. Znowu zniknęłam i zraniłam z drugiej strony. Potem przyszła kolej na Casare'a. Drobne kamienie najbardziej bolą.... I właśnie nimi ostrymi jak brzytwa dostała. Shane walczył z niż tak by tańczył. Unik,atak unik,unik,atak... Znalazłam się przed nią i walnęłam ją w skroń. Oszołomiłam i pozbawiłam tożsamości. Upadła,rozglądała się dookoła nierozumnie.
-Gdzie jestem?
<Pann>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz